Konie

 

 

Sokół      (ur. 29-04-2002, w Tarze od 07-04-2003)

Przyjechał do Tary aż z Pomorza. Na początku kwietnia 2003 roku do Scarlett zadzwoniła kobieta, której sąsiedzi tuczyli prawie rocznego źrebaka na rzeź (mięso roczniaków jest wysoko cenione jako ‘najsmaczniejsze’). Powiedziała: ‘jaka szkoda, że on nie doczeka nawet pierwszych urodzin’. Okazało się, że koń miał za tydzień wyjechać do rzeźni i że urodził się dokładnie 29 kwietnia, czyli tego samego dnia co Scarlett. Wszyscy uznali, że to znak i Sokół musi znaleźć się w Tarze razem ze swoją astronomiczną bliźniaczką. Ponieważ dopiero na miejscu po raz pierwszy w życiu poczuł zapach świeżego powietrza, okazało się, że w Sokole drzemie dusza podróżnika – jest tarowym mistrzem ucieczek. W młodości potrafił prześlizgnąć się niepostrzerzenie pod każdym ogrodzeniem, kiedy podrósł nauczył się podnosić je razem z palami do góry i przechodzić dołem. Jednak wszystkie te zabiegi okazały się niemożliwe, gdy osiągnął swoje docelowe rozmiary – Sokół jest chyba najcięższym koniem w Tarze. Jego gabaryty idą w parze z jego spokojem, dlatego ma opinię wielkiego, łagodnego ‘misia’. Powoli i flegmatycznie przeżuwa trawę i z takim samym stoickim spokojem raz na jakiś czas demoluje ogrodzenie, żeby wybrać się na małą przechadzkę po terenie schroniska...

 Sokołem opiekuje się Pani Klaudia Purtak

Nadal możliwa jest częściowa adopcja Sokoła

Adoptuj mnie

 

 

Tara     (ur. 1994, w Tarze od 1996)


 

 

Wiosną 1996 roku otrzymaliśmy informację, że skarogniada źrebica ma jechać w transporcie na rzeź. W Tarze żyły już uratowane konie, lecz wszystkie były stare i chore. Ta klacz była pierwszym młodym koniem, którego chcieliśmy wykupić. Scarlett powiedziała swojej mamie, że musi uratować to końskie dziecko, a jej mama powiedziała wtedy: "Masz tutaj pełną kwotę na wykupienie tego konia. Niech to młode życie przyniesie Ci szczęście.". Źrebica otrzymała imię Tara. Jak wszycy wiemy, nadawane nam przez rodziców imiona są symbolem i mają coś oznaczać. Są znakiem i drogą na całe życie. Młoda Tara też to wiedziała. Od lat jest dumną, mocną klaczą. Nikt Jej tego nie mówił, nikt Jej tego nie uczył - sama wiedziałą, że Jej imię jest znakiem. W krótkim czasie stała się przywódcą stada, z roku na rok coraz większego.

Jest mądrą, charakterną i dumną klaczą. Tara, po dziś dzień, ma wysoką pozycję i ogromny posłuch w stadzie.

 

Tarą opiekują się: Samorządowe Przedszkole nr 3 we Wschowie

i Pan Leszek z Krakowa

Nadal możliwa jest częściowa adopcja Tary

Adoptuj mnie

 

 

Maxima     (ur. 1998, w Tarze od 28-05-2003)


 

 

Ta piękna kara klacz urodziła się w 1998 r. Dlaczego jechała na rzeź? Dlaczego, w jednym transporcie wraz matką jechał Jej roczny syn Ashley..?

28. maja 2003 roku wykupiliśmy matkę i Jej dziecko. Do dni dzisiejszego pasą się obok siebie, widzą, ocierają i :iskają”. Maxima jest miłą, bezproblemową klaczą. Jest również wspaniałą, dobrą matką. Gdy Jej syn był mały, zasłaniała go całym ciałem i odganiała ludzi oraz zwierzęta. Mlekiem karmiła Ashley’a bardzo długo. W ogromnym Stadzie upatrzyła sobie Tego Jedynego – Hugo. Jest mu wierna i wciąż w nim zakochana.

Maxima jest szczęśliwa i dobrze, że nie jest świadoma, że Tarę czeka w tym roku ciężka zima. Może Pani lub Pan, najlepiej razem, podarujecie Maximie dużo siana. Niech ta klacz żyje szczęśliwa w swej nieświadomości, niech dalej wierzy w ludzkie dobro.

 

Maximą opiekują się: Agata Leś i Andrzej Kwiatkowski

Nadal możliwa jest częściowa adopcja Maximy

Adoptuj mnie

 

Negr     (ur. 2003, w Tarze od 03-2003)


25. lipca 2003 roku wykupiliśmy matkę razem z jej 4-miesięcznym Synem. Ona była ciężko chora, On wyglądał tak, jakby dopiero się urodził.

Znany hodowca koni sprzedawał ja wraz ze źrebakiem handlarzowi za, w sumie, niewielkie pieniądze. Byle tylko je wywiózł, byle tylko zarobić, póki chora klacz jeszcze żyje i dojedzie z maluchem do rzeźni. Wtedy udało nam się ją wykupić, praktycznie z „handlarskiego wozu”. Mieliśmy nadzieję, że uda się uratować matkę i dziecko, niestety, klacz umarła. Dokładną historię związaną z tajemniczą śmiercią klaczy opowiemy Rodzicom Chrzestnym Negra. Historia ta jest straszna – mówi o bezduszności i obojętności ludzkiej.

Ratowaliśmy je, matkę i dziecko, ze wszystkich sił, nie bacząc na koszty (choć pieniędzy nigdy nie mieliśmy za dużo. Zawieźliśmy na kliniki Nirwanę i Negra. Negr wrócił sam, bez mamy, poraniony, z masą szwów na ciele.

Do dzisiaj nie wierzy ludziom. Przez długi czas nazywaliśmy Go „Pajączek”, bo miał baaaardzo długie nogi i wąziutką klatkę piersiową. Był, i jest nadal, delikatny i nieufny. To dlatego, że tam, gdzie miała nadejść pomoc, spotkało go zbyt dużo zła…

Minęło wiele lat, Negr żyje w Stadzie, wśród końskiej rodziny. Mamy nadzieję, że jeszcze kiedyś uda Mu się zaufać też ludziom.

Tara jest w naprawdę trudnej sytuacji. Negr jest u nas otoczony opieką od samego początku, od kiedy został jako mały źrebak osierocony. Zastąpiliśmy Mu matkę, dlatego tak bardzo martwimy się o Jego los.  Martwimy się o „chleb” dla wszystkich naszych zwierząt… Chcemy znaleźć mu drugą rodzinę.

 

 Negrem opiekują się: Ania i Paweł Hawryluk

Nadal możliwa jest częściowa adopcja Negra

Adoptuj mnie

 

Maurycy     (ur. 06-03-1992, w Tarze od 06-2003)


 

 

Ogromny kary wałach do Tary trafił z zapaleniem kopyt. Był bardzo poważnie ochwacony. Przywieźliśmy Go w czerwcu 2003 roku. Koń od razu pokazał, że nie lubi kobiet. Dziewczyny zawsze musiały na Niego uważać, bo od samego początku ganiał je po padokach – i to nie dla zabawy...

Minęło parę lat i Maurycy stał się już miłym i spokojnym koniem, nawet polubił „samice”. Teraz, gdy wypuszczamy konie ze stajni, nikt już nie woła: „Uwaga, Mauryc biegnie!”.

Kiedyś był koniem sportowym. Może kobieta go trenowała „zbyt ostro”? Co takiego Ten koń musiał pamiętać, przez te wszystkie lata?

Maurycy, piękny kary koń, czeka na Rodziców Chrzestnych. Czeka na pomoc.

 

Maurycym opiekuje się Pani Małgorzata B. z Warszawy

Nadal możliwa jest częściowa adopcja Maurycego

Adoptuj mnie

 

Argus     (ur. 11-04-2003, w Tarze od 09-05-2004)


 

 

Jego historia jest podobna do historii życia większości źrebaków w Polsce – skazany na śmierć.

Od chwili, gdy się urodził traktowany był jak „mięso”. Po to Jego matka po raz kolejny urodziła – tym razem gniadego ogierka. Na początku maja 2004 r. Argus miał już skończony rok życia i Jego właściciel uznał, że już nadszedł czas na transport do rzeźni - źrebak osiągnął odpowiednią wagę.

9. maja 2004 roku wykupiliśmy Go ze spędu, gdzie miał być załadowany do tira jadącego do włoskiej rzeźni. Przyjechał do II Tary – w Porębach. W tym dniu na rzeź pojechały setki źrebaków, temu ogierkowi się udało – daliśmy Mu na imię Argus.

Ten piękny koń żyje z nami już 8 lat, nigdy nie sprawiał żadnych kłopotów. Jest trochę „kluską”, nigdy nie woził na sobie człowieka, daliśmy Mu pełną wolność, dużą Rodzinę, jest jak mustang pędzący ze stadem przez łąki i pastwiska. Jedyne, co różni Go od dzikich koni, to to, że ma swój boks w razie niepogody, owies, siano zimą, szczepienia, kowala, swojego weterynarza. Często też słyszymy, że jest kochany, a ludzkie ręce tutaj w Tarze głaszczą i tulą Go do siebie.

Wierzymy, że zapomniał tamtą komórkę w której stał „po pachy” w gnoju, tuczony dla większej wagi. Wierzymy, że zapomniał o pierwszym roku swojego życia.

 

Argusem opiekują się: Danusia, Marta i Kamila

Nadal możliwa jest częściowa adopcja Argusa

Adoptuj mnie

 

Tornado     (ur. 1991, w Tarze od 07-10-2011)


 

 

7. października 2011 roku do Tary przyjechał 20-letni tarantowaty wałaszek. Przez całe swoje życie pracował dla ludzi, pomagał dzieciom ćwiczącym na Nim na zajęciach z hipoterapii. Dzisiaj jest już starszym koniem z nieodwracalnymi zmianami kręgosłupa – nastąpiło zwyrodnienie kręgów. W tej chwili Tornado zaprzyjaźnia się z uroczą klaczą w stajni Głównej. On w swoim boksie, Ona w swoim. Zawsze tak robimy z nowymi końmi.
Wierzymy, iż Tornado, pomimo choroby, będzie żył długo i szczęśliwie na zasłużonej emeryturze w Tarze.

 

Tornado opiekują się Serwis Artivia.pl

i klasa 5b ze Szkoły Podstawowej im. Jana Pawła II, ul. Krępicka 50, 54-018 Wrocław 

Nadal możliwa jest częściowa adopcja Tornado

Adoptuj mnie

 

 

 

Apacz     (ur. 1995, w Tarze od 29-11-2000)


 

 Z tego co wiemy, Apacz został wykupiony przez poprzednią właścicielkę z rzeźni,  potem pracował pod siodłem. W jednej z podwrocławskich stajni, gdzie stał w hotelu, uległ wypadkowi. Nastąpiło przecięcie ścięgien w przedniej lewej nodze. Zszyty, został pozostawiony do wyzdrowienia. W międzyczasie właściciele konia założyli sprawę w sądzie przeciwko właścicielom hotelu o niedopilnowanie obowiązków wynikających z umowy i spowodowanie wypadku. Po pewnym czasie w niewyjaśnionych okolicznościach zszyte szwy puściły… Koń trafił do nas, a sprawa między Jego byłą właścicielką a hotelem dla koni ciągnęła się jeszcze długo, przez co i my mieliśmy trochę zepsutych nerwów. Ale o tym wszystkim opowiemy dokładnie komuś, kto zdecyduje się Nim zaopiekować.

Gniado-srokaty Apacz jest koniem wesołym, można powiedzieć, że wiecznie rozbrykanym . Wygląda tak, jakby  ścięgna nie zrośnięte prawidłowo zupełnie Mu nie przeszkadzały. Cieszy się dobrym zdrowiem  -  ma niesamowite zdolności do wykorzystywania paszy i z tego powody nigdy nie chudnie. Ciekawostką jest to, że posiada  On dwa dodatkowe przednie zęby, które rosną na podniebieniu.

Od czasu do czasu bywa nieco butny wobec człowieka, ale z biegiem lat łagodnieje i coraz rzadziej zdarzają Mu się wybryki. Apacz jest towarzyskim koniem, niekonfliktowym w Stadzie. Ostatnio bardzo polubili się z Oktawianem.
Czeka na dobrych ludzi, którzy wezmą Go pod swoją opiekę i zapewnią Mu jedzenie, które On tak świetnie potrafi wykorzystać. Czeka na kogoś, kto pomoże Schronisku zadbać o Jego przyszłość - szczęśliwą przyszłość ze swymi końskimi przyjaciółmi.
 

 

Apaczem opiekuje się Anonimowy Opiekun.

Nadal możliwa jest częściowa adopcja Apacza

Adoptuj mnie

 

Bialitz     (ur. 03-1995, w Tarze od 2001)


 

 Do Schroniska trafił od prywatnych ludzi. Problemy z kręgosłupem – to był powód, dla którego Jego właściciele nie chcieli już dłużej utrzymywać konia. Widocznie stał się niepotrzebnym obciążeniem.

Problemy z kręgosłupem, podczas pobytu Bialitza w Schronisku, ustąpiły. Pomimo choroby, doskonale się czuje. Może to dlatego, że nie musi już dźwigać na swoim grzbiecie człowieka?

Bialitz jest urodziwym gniadym koniem i wielkim podrywaczem, który doskonale zdaje sobie sprawę ze swoich atutów. Dlatego też skacze z kwiatka na kwiatek, rozkochuje, a później porzuca tarowe klacze. A One Mu wybaczają. Prawdziwy lowelas ;).

Bialitz potrzebuje człowieka, który obdarzy Go miłością bezinteresowną i mądrą. A da się Go pokochać bardzo – wiedzą o tym wszystkie tarowe klacze. Jest pięknym koniem, któremu brakuje kogoś, kto będzie Go odwiedzał, dopytywał o zdrowie i o nowe romanse. Potrzebuje Opiekuna, który zapewni Mu sianko, owies. Adoptujcie Bialitza!

 

Bialitz nadal szuka opiekuna

Adoptuj mnie

 

Dawid     (ur. 03-2004, w Tarze od 12-2004)


 Dawid to szpakowaty wałach rasy śląskiej, dość mocno zbudowany. Razem z Petrosem , był przeznaczony do rzeźni w Rawiczu, choć był jeszcze malutki. Było tylko kilka godzin na dostarczenie pieniędzy, które miała je uratować przed niechybnym końcem. Historia zdobycia pieniędzy jest niesamowita. Ponieważ trzeba było działać błyskawicznie, spotkanie z ludźmi, którzy „załatwili” (pożyczyli) pieniądze na ratowanie Dawida i Petrosa odbyło się w Zawoni (między Porębami a Wrocławiem), pod kościołem, o 4 rano! Nie wszyscy wiedzą, że jeśli „hodowca” chce sprzedać konia w rzeźni , to musi umówić się na termin przywozu średnio 3 tygodnie wcześniej – musi „zaklepać miejsce” w skupie. Nie trzeba długo myśleć, by z tej informacji dowiedzieć się, jak wiele koni zabija się w rzeźni, która chodzi „pełną parą” w Rawiczu. Dlaczego tak na ostatnią chwilę? No cóż, często tak bywa: błagalny telefon od „sąsiada”, miękkie serce Tary i wolne miejsce w Schronisku. O 6 rano konie miały pojechać w swą ostatnią drogę… Ale my byliśmy pierwsi!  Szybka reakcja ludzi od których pożyczono pieniądze na zaliczkę, szybki dojazd do miejsca w którym stały i szybkie przekazanie pieniędzy uchroniło oba konie przed śmiercią.

Dzisiaj Dawid cieszy się doskonałym zdrowiem i humor Mu dopisuje. Jest z Niego bardzo „rozrywkowy chłopak”. Potrafi przehulać  cały dzień do tego stopnia, że czasem zapomina o jedzeniu siana bądź trawy! Dobry kolega Petrosa, z którym trafił do tary, w stosunku do ludzi jest łagodny i potulny jak baranek - wręcz się „łasi” i chodzi po padoku za tym, kto okaże mu trochę uczuć.

Zostaniecie Jego Rodzicami Chrzestnymi? Dawid odwdzięczy się swoją miłością, bo serce Ma ogromne! 

 

Dawidem opiekują się: Monika Niedźwiedzka, Joanna Czarnecka Solka z Płocka

i Marta Panek

Nadal możliwa jest częściowa adopcja Dawida

Adoptuj mnie

 

Jaśmin     (ur. 1983, w Tarze od 2009)

Gdy była około dwuletnią klaczą zawieziono ją przed bramę rawickiej rzeźni dla koni. W tym dniu skupowano konie od prywatnych właścicieli. Kolejka była długa. Co chwilę metalowa brama się otwierała właściciele wwozili konie, przeprowadzali na wagę, inkasowali pieniądze, wyjeżdżali. W takim dniu pod bramą rzeźni bywają również tacy ludzie, którzy chcą po cenie skupu kupić konia dla siebie. Jaśmin spodobała się pewnemu człowiekowi, który potrzebował klaczy do pracy w lesie, przy zrywce drzewa. Pojechała w okolice Zgorzelca, mijały lata, a Jaśmin ciężko pracowała, rodziła źrebaki. Kręgosłup zrobił się wygięty, ścięgna pozrywane, ucho zniekształciło się od ciągłego wykręcania przez człowieka. Zrobiła się stara i schorowana. Jej właściciel podjął decyzję – rzeźnia w Rawiczu. Klacz miała wrócić pod tą sama bramę, pod którą już stała. Tym razem jednak dla niej nie byłoby już możliwości odwrotu.
O losie tej klaczy dowiedziała się Pani, która nigdy obojętnie nie przechodzi obok skrzywdzonych zwierząt - kolejne końskie istnienie dostało drugą szansę. Po przyjeździe do Tary klacz o kolorze kwiatów jaśminu rozjaśniła stado gniadych koni Tary. Swoją urodą zauroczyła już kilku panów w stadzie staruszków.

Jaśmin opiekuje się Pani Iwona Truszczyńska

Nadal możliwa jest częściowa adopcja Jaśmin

Adoptuj mnie

 

Mona      (ur. 1980, w Tarze od 2009)

Mona to staruszka, która całe życie przepracowała przy zrywce w lesie - ciężka to i katorżnicza praca, wiele lat upadków i potknięć, wiele lat bolących stawów i kości zanim trafiła na zasłużoną emeryturę. Mona nieufnie podchodzi do ludzi. Nic dziwnego – przez całe życie nie spotkało jej z ich strony nic dobrego. Po przyjeździe do Tary zaprzyjaźniła się z innym staruszkiem - House’m. Teraz dzielą razem padok a Mona jak prawdziwa strażniczka ogniska domowego broni swojego ukochanego przed każdym potencjalnym zagrożeniem.

Moną opiekuje się Pani Urszula Tatys

Nadal możliwa jest częściowa adopcja Mony

Adoptuj mnie

  

Biała Tara      (ur. 1990, w Tarze od 2006)

Biała Tara, piękna kasztanowa kobyłka, była obiektem ćwiczeń studentów weterynarii. Niestety w wyniku cięć finansowych miała zostać „zredukowana”. Dosłownie na kilka godzin przed jej odjazdem w ostatnią podróż została wykupiona przez parę ludzi o wielkich sercach. To oni nadali jej to buddyjskie imię. Już w trakcie transportu do Tary zaprzyjaźniła się z towarzyszem podróży – Jasiem.

 

Białą Tarą opiekuje się Pani Agnieszka Ciupryk - Wrocław

Nadal możliwa jest częściowa adopcja Białej Tary

 

Adoptuj mnie

 

Aisha     (ur. 1998, w Tarze od 2006)

Piękna siwa klacz z „jabłuszkami” na zadzie używana była jako koń do jazdy rekreacyjnej. Była przemiła i łagodna, jednak po zaźrebieniu jej charakter uległ zmianie – stała się ostrożna, coraz bardziej broniła źrebaka w swoim brzuchu. Nie nadawała się już do jazdy pod siodłem, dlatego w tym momencie dla człowieka jej życie przestało się liczyć – według jego słów stała się „darmozjadem”. Jej właściciel postanowił zlikwidować stajnię. Jako pierwsza pod nóż miała trafić ciężarna Aisha, chorująca na świszczącą dychawicę płuc. Po wykupieniu Aisha trafiła do Tary, gdzie została dumną mamą Aurelii.

 

Aishą opiekują się Bartek, Ania, Darek z Bytomia

Nadal możliwa jest częściowa adopcja Aishy

 

Adoptuj mnie

 

Luna      (ur. 2004, w Tarze od 2006)

Razem ze swoją mamą Seleną przyjechała do Tary z okolic Wrocławia.  Jej wykupienie było prawdziwym wyzwaniem, ponieważ właściciel zdecydowanie nie chciał jej sprzedać – półtoraroczna klacz była młoda i nadawała się do ciężkiej pracy. Po wielu staraniach, oblepiona gnojem Luna przyjechała do Tary razem z mamą. Nie umiała jeść siana, ani trawy, nie wiedziała co to słoma, wszystkiego trzeba było uczyć ją na nowo. Pierwsze próby czyszczenia wymagały nielada zręczności od ludzi, Luna każdego zajmującego się nią człowieka usiłowała trafić kopytem. Czas pozwolił ją oswoić i pokazać, że ludzie nie zawsze są wrogami a czyszczenie potrafi być przyjemne.

 Luną opiekują się Dominika Breza i Łukasz Mazur

Nadal możliwa jest częściowa adopcja Luny

Adoptuj mnie

 

Sophie     (ur. 2001, w Tarze od 2005)

Dziesięcioletnia Sophie jest zdrowa i sprawna, pięć lat temu jednak okazało się, że jej ‘mankamentem’ jest niepłodność. Wg byłego właściciela była bezużyteczna skoro nie mogła dać mu źrebaka. Dlatego dzień przed Wigilią Świąt Bożego Narodzenia 2005 roku Sophie pojawiła się w Tarze – nie było chwili do stracenia, chciał sprzedać klacz jak najszybciej do rzeźni w Rawiczu, ponieważ potrzebował pieniędzy na święta. Trudne kontakty z ludźmi sprawiły, że Sophie podchodzi do nich nieufnie i preferuje towarzystwo końskich braci.

Sophie opiekuje się Pani Magdalena

Nadal możliwa jest częściowa adopcja Sophie

Adoptuj mnie

 

 

Allegro     (ur. 2003, w Tarze od 2005)

Allegro to ciemnogniady wałach pełnej krwi angielskiej (tzw. folblut). W 2005 roku odniósł kontuzję, po której stwierdzono złamanie z przemieszczeniem grzebienia łopatki kończyny przedniej prawej. Po niej pozostała mu blizna kostna ze zmianami wytwórczymi. Po tak ciężkim uszkodzeniu nie był w stanie pracować i trafił do Tary, aby spędzić resztę życia na pastwiskach, gdzie może chodzić sobie spokojnie, w tempie jakie odpowiada jego możliwościom fizycznym.

Imię Allegro zostało mu nadane w podzięce dla serwisu Allegro za umożliwienie przeprowadzania aukcji charytatywnych na rzecz Tary.

Allegro opiekuje się Pani Anna z Florydy

i Pani Natalia Kann z Warszawy

Nadal możliwa jest częściowa adopcja Allegro

Adoptuj mnie

 

Amidor     (ur. 1998, w Tarze od 2005)

Przyjechał jako jeden z trzech koni przekazanych przez Panią Wandę – właścicielkę Przytuliska u Wandy – prywatnego schroniska dla zwierząt. Pani Wanda poprosiła o pomoc, gdyż obawiała się podpalenia stajni.  

Amidor jest gniadym wałachem, który był kiedyś koniem sportowym. Pewnego dnia zaczął powłóczyć zadem, weterynarz stwierdził u niego nieodwracalną wadę genetyczną kręgosłupa. Jego właścicielka, młoda dziewczyna, dowiedziała się o Przytulisku u Wandy i zawiozła tam swojego pupila na dożywocie. Chciała go w ten sposób uchronić przed transportem do rzeźni, na który zdecydowani byli jej rodzice.

Amidor nadal szuka opiekuna

Adoptuj mnie

 

Bora      (ur. 1999, w Tarze od 2005)

Przyjechała jako jeden z trzech koni przekazanych przez Panią Wandę – właścicielkę Przytuliska u Wandy – prywatnego schroniska dla zwierząt.

Bora to gniada klacz angloarabska, która jako dwutygodniowe źrebię została kopnięta przez dorosłego konia. Na skutek tego wydarzenia zostały uszkodzone więzadła stawu barkowego i wraz ze wzrostem konia nastąpiło zniekształcenie tego stawu. Wtedy jej właściciel podjął decyzję o oddaniu Bory do Przytuliska.

 Borą opiekuje się Pani Estera Tekiela

Nadal możliwa jest częściowa adopcja Bory

Adoptuj mnie

 

Killer      (ur. 1996, w Tarze od 2005)

Przyjechał jako jeden z trzech koni przekazanych przez Panią Wandę – właścicielkę Przytuliska u Wandy – prywatnego schroniska dla zwierząt.

Killer to kasztanowaty wałach,  który w zamyśle miał być koniem sportowym. Podczas jednego z treningów z ówczesną właścicielką uległ wypadkowi i złamał sobie guz biodrowy. Unieruchomiony na wiele miesięcy w boksie koń bardzo schudł i zaczął tkać. Właścicielka sprawiła sobie nowego konia a Killer został przewieziony do Pani Krystyny (znajomej Pani Wandy), w celu rehabilitacji. Gdy odzyskał formę były trener odebrał go pod pozorem sprzedaży do rekreacji. Niestety okazało się, iż odwiózł go do bazy transportowej koni rzeźnych. Na szczęście dowiedziała się o tym Pani Krystyna i wykupiła konia. W ten sposób trafił do Przytuliska. Z powodu zwyrodnienia stawu pęcinowego Killer trwale kuleje.

Killerem opiekuje się Pani Anna z Florydy

Nadal możliwa jest częściowa adopcja Killera

Adoptuj mnie

 

Exkalibur     (ur. 2001, w Tarze od 2003)

Jedyne co Exkalibur pamięta z ostatnich trzech miesięcy przed przyjazdem do Tary to cztery ściany boksu, krzyki i zapach krwi,strachu i śmierci. Ponieważ został sprzedany do rzeźni jako młody koń, postanowiono go utuczyć do momentu aż osiągnie odpowiednią wagę. Wstawiono go do boksu, który znajdował się niedaleko miejsca uboju. Każdego dnia Exkalibur patrzył jak jego towarzysze ze stada doświadczają cierpień z rąk ludzi, aby w końcu ponieść śmierć. Na szczęście Fundacja Tara zdążyła wykupić konia, zanim nadeszła jego kolej. Jednak wspomnienia dawnych czasów pozostaną w Exkaliburze na zawsze – do dziś wpada w szał gdy tylko poczuje zapach krwi. Nie ufa ludziom, jednak zaprzyjaźnił się z wieloma końmi w stadzie.

Exkaliburem opiekują się Państwo Kinga, Marcin i Laura Grześkowiakowie z Ballymahon (Irlandia),

Pani Magda Sobczak z Kalisza i Pani Patrycja Szynaka

Nadal możliwa jest częściowa adopcja Exkalibura

Adoptuj mnie

 

Henryk     (ur. n/n, w Tarze od 2010)

Jeszcze kilka lat temu był bezimienny. Wtedy nie obchodził nikogo , poza handlarzami. Pewnego dnia przyjechali po niego -osiągnął już odpowiednią wagę. Właściciel wyprowadził Go z boksu, przyczepa już czekała… Jednak tego dnia kasztanek nie miał trafić na śmierć, cudem został wykupiony i ocalony. Później trzykrotnie zmieniał swój dom,  kolejny raz nieomal trafił pod rzeźnicki nóż, jednak los znowu okazał się łaskawy. Po długiej wędrówce trafił wreszcie do swojego prawdziwego i ostatniego domu, do Tary. Dziś dniami i nocami korzysta z dobrodziejstw natury. Skwarne dni przesypia, przegryzając od czasu do czasu siano lub trawę, po zmroku przy śpiewie nocnych ptaków pasie się na łące u boku ukochanej, czasem zarży do innych koni – opowiada im swoją historię.

Henrykiem opiekuje się Pani Anna z Florydy

Nadal możliwa jest częściowa adopcja Henryka

Adoptuj mnie

 

Melisa     (ur. 1990, w Tarze od 2004)

Melisa jest kasztanką rasy XO, która w młodości startowała w barwach Sopockiego Klubu Jeździeckiego. Jej kariera sportowa została przerwana gdy okazało się, że ma uszkodzony kręgosłup. Wtedy trafiła do Tary. Jednak jej problemy zdrowotne nie skończyły się wraz z opuszczeniem klubu – w 2008 roku Melisa dostała skrętu okrężnicy i tylko dzięki natychmiastowej pomocy weterynarzy z Wrocławskiego Uniwersytetu Przyrodniczego udało się uratować jej życie. Na szczęście po operacji Melisa wróciła do pełnego zdrowia i może cieszyć się słonecznymi pastwiskami razem z resztą koni.

Melisą opiekuje się Pani Renata Chodecka z Wrocławia

Nadal możliwa jest częściowa adopcja Melisy

Adoptuj mnie

 

Dolly      (ur. 1985, w Tarze od 2001)

W wieku 20 lat Dolly przyjechała do Tary z Chwałowic. Została oddana jako bezpłodna klacz, dlatego została wypuszczona na padok razem z ogierami czekającymi na kastrację. Najwyraźniej problemy z zajściem w ciążę miały bardziej podłoże psychologiczne niż fizjologiczne, gdyż po jedenastu miesiącach w Tarze urodził się Matrix.

Dolly opiekuje się Pani Anna z Florydy

Nadal możliwa jest częściowa adopcja Dolly 

Adoptuj mnie

 

Harnaś     (ur. 2001, w Tarze od 2001)

W 2001 pojawiła się informacja, że do rzeźni trafić ma źrebak rasy wielkopolskiej, który ma niespełna rok. Maluch nie zdążył jeszcze poznać życia, jednak jego właściciel uznał, iż kulejący koń na nic mu się ‘nie przyda’. Rozpoczęła się walka z czasem – ogłoszono zbiórkę pieniędzy na wykupienie źrebaka. Jego historia tak poruszyła wszystkich, że na koszt wykupu złożyły się czterdzieści dwie osoby, w tym aktorzy i dziennikarze. W nowym domu Harnaś poczuł się tak kochany i bezpieczny, że przestał kuleć.

Harnasiem opiekuje się Luiza Pawluk

Nadal możliwa jest częściowa adopcja Harnasia

 

Adoptuj mnie

 

Hugo     (ur. 1995, w Tarze od 2001)

Gdy Hugo przyjechał do Tary przedstawiał sobą obraz nędzy i rozpaczy: wychudzony, z diagnozą porażenia nerwu trójdzielnego czaszki, ciężko oddychał a jego wargi, chrapy i uszy były całkowicie bezwładne. Wszyscy lekarze powtarzali: ‘Na rzeź! Ten koń jest nie do odratowania!’. Hugo postanowił im jednak udowodnić jak bardzo się mylą – po długim czasie troskliwej opieki, ogromnej ilości leków i zastrzyków jest teraz w doskonałej formie i w niczym nie przypomina chorego konia. Jedynym śladem po chorobach jest całkowita ślepota w jednym oku i częściowa w drugim. Poza tym nikt, kto dziś spojrzy na Hugo nie może nawet przypuszczać w jak tragicznym stanie znajdował się kiedyś.

Hugo opiekują się Julia Gaudyn i Joanna Pietrzyk

Nadal możliwa jest częściowa adopcja Hugo

Adoptuj mnie

 

Maur     (ur. 1987, w Tarze od 2002)

Maur pokonał w swoim życiu wiele zdrowotnych zakrętów. Gdy trafił do Tary w 2002 roku chorował na przewlekłe zapalenie pochewek ścięgnowych i był koniem łykawym. Gdy już wydawało się, że wszystkie problemy zostały przezwyciężone, w 2006 roku okazało się, że Maur ma w pęcherzu moczowym kamień wielkości pomarańczy. Nikt nie dawał mu większych szans na przeżycie biorąc pod uwagę wielkość kamienia, wiek Maura i wysoką śmiertelność w tego typu operacjach. Po długich poszukiwaniach operacji podjął się lekarz z kliniki SGGW. Po raz kolejny tarowy koń udowodnił, że determinacja i wola życia znaczą więcej niż statystyki. Maur po udanej operacji powrócił do Tary, gdzie spokojnie przeżywa swoją emeryturę.

Maurem opiekują się: Mara i Tomek

a także Shania i Łukasz Gliwice

Nadal możliwa jest częściowa adopcja Maura

Adoptuj mnie

 

Świt      (ur.2010, w Tarze od 2011)

Roczny źrebaczek zabrany z ciemnej komórki, gdzie czekał na handlarza, który miał zawieźć go prosto do rzeźni. Nie oglądał nigdy światła dziennego, ponieważ dla gospodarza wypuszczanie ‘kawałka mięsa’ nie miało żadnego sensu. Małe dzieci właściciela przejęły od ojca pogardę dla zwierząt – nawet w obecności Scarlett kopały i zdzielały Świta kijem. Okrutne traktowanie pozostawiło po sobie ślady – maluch ma problem z chodzeniem ponieważ jego kręgosłup jest uszkodzony. Jego leczenie w przyszłości będzie zależeć od tego czy wraz ze wzrostem wada będzie się powiększać czy zanikać. Pomimo ogromu zła, którego doznał ze strony ludzi Świt jest ufną ‘przytulanką’. Bardzo lubi wtulać pysk w każdego kto poświęci mu choc trochę uwagi i delikatnie podskubywać go miękkimi wargami.

Świtem opiekują się: Sklepy z odzieżą używaną Vena,

Pani Nadia Maczka i Pani Patrycja Szynaka

Nadal możliwa jest częściowa adopcja Świta

Adoptuj mnie

 



 

Galeria

Stara wersja strony | Copyright © Fundacja TARA