I TARA -JORNAŁTÓW– 1995 r. 
zbudowana została na przepięknie położonych łąkach leżących w granicach miasta Wrocławia. Pomagała ją tworzyć mała grupa wolontariuszy z Wrocławia , żołnierze z jednostki wojskowej i wynajęci pracownicy . Prace przy budowie stajni szły pełna parą i choć pieniądze były , oszczędzali na sobie by więcej zostało dla zwierząt. Na początku na pustych łąkach Scarlett nocowała w samochodzie wraz z dwoma psami pilnując zwożone w ciągu dnia materiały budowlane. Później zakupili barak budowlany który był pierwszym domem dla ludzi. , Następnie dołączali budowane z desek pomieszczenia łącząc je z barakiem, powstał domek „wiatrem podszyty”, gdzie w zimie paliło się w metalowej kozie która ciepła nie dawała, cyt „ciepło było w nas wszystkich – ludziach pełnych zapału i wiary” –Zaczęli ratować konie zmieniać świat na lepsze. Tak czuli i nie straszne im były zimno, brak wody którą dowozili, brak prądu , (pomieszczenia oświetlali świecami). Z radością wstawali o świcie, by budować dom dla zwierząt. Pojawiły się pierwsze konie :Kara, Horda, Siwek i dużo biednych bezpańskich psów oraz kotów. Rozpoczęli akcję sterylizacji bezpańskich zwierząt w weterynarii w Leśnicy o czym w owym czasie informowali w mediach. Szybko pojawiały się kolejne konie i choć było ciężko byli szczęśliwi.
W 1997 r. schronisko zostało całkowicie zniszczone przez powódź „stulecia”. Wszystkie zwierzęta zostały ewakuowane i umieszczone : konie u gospodarzy, psy i koty w domu Scarlett oraz w wielu wynajętych miejscach. To był bardzo ciężki czas . Wszystko co powstało z marzeń zabrała woda . Zostały zwierzęta którym trzeba było zapewnić byt. Gdy po 4 miesiącach, wody opadły, grunt wysechł można było zobaczyć obraz jak po wybuchu bomby. Sterczące kikuty kantówek z resztkami desek dające świadectwo, że niedawno były tutaj stajnie, siano oraz słoma sczerniała smętnie zwieszona na konarach drzew, wszędzie czarna maź która zastąpiła soczyste trawy.
Zaczęli budować od nowa , a mama Scarlett przekazała pieniądze na wykupienie źrebicy która miała iść na rzeź mówiąc cyt „ Niech ta klacz przyniesie wam szczęście, niech będzie symbolem nowego życia”. Dali jej na imię Tara. 
Od początku istnienia schroniska począwszy od szukania miejsca gdzie ma powstać dom dla zwierząt, układania pierwszych transportów desek, później w opiece nad końmi pomagał Scarlett najważniejszy mężczyzna w jej życiu , wówczas 10 letni syn Ikar. Nad wiek dojrzały, kochający zwierzęta, pomagający swojej mamie jako pierwszy walczyć o życie koni.
Bardzo szybko okazało się , że miejsce w którym żyli wraz ze zwierzętami nie jest już bezpieczne . Wczesną wiosną 1998, załatana podczas poprzedniego roku tama w Mietkowie „ puściła” zalewając po raz kolejny odbudowane schronisko. Rozpoczęli poszukiwanie nowego miejsca. W 1999 udało się je znaleźć. Wydzierżawili obiekty w miejscowości Poręby koło Twardogóry. W trakcie rozbierania niedawno zbudowanych obiektów, przewożenia materiałów do Poręb , Scarlett i Piotr się pobrali, było to 8 maja , kilka dni później Tara rozpoczęła nowy etap swojego życia.
II TARA 1999 PORĘBY
Po raz kolejny : budowa ogrodzeń , przystosowanie obiektów do tego by mogły mieszkać w nich konie, założenie prądu. Była wiosna, w pełni zielona soczysta trawa, ciepło , wiedzieli że zdążą do jesieni. Przyjeżdżali wolontariusze do pomocy . Znowu byli szczęśliwi. 20 lipca Scarlett urodziła drugiego syna – Dawida..
Poręby były miejscem w którym szybko się rozwijali, z tygodnia na tydzień przybywało koni, wykupili pierwszą krowę – Mućkę, świnkę - Heidi . jak zwykle uczestniczyli w wielu interwencjach Chcąc uratować więcej zwierząt 13 grudnia 2004 r stworzyli Organizację Pożytku Publicznego.
Powstała Fundacja Tara – schronisko dla koni . I tak mijały lata, rozbudowali Tarę, powstało wiele stajni , duże boksy, rozległe pastwiska. Ikar rozpoczął naukę w Technikum hodowli koni w Krzyżowicach pod Wrocławiem . Tara pełna była zwierząt oraz wspaniałych ludzi którzy ją budowali, opiekowali się zwierzętami . Bardzo ciężko pracowali, były chwile smutne zalane łzami, ale mimo wszystko było więcej radości i miłości. Po siedmiu latach dzierżawy dowiedzieli się ze muszą opuścić to miejsce tak przez nich ukochane. Rozpoczęli starania o obiekty należące do Agencji Nieruchomości Rolnych , w Nieszkowicach ( jedyne które w owym czasie, wystawione były do dzierżawy) wrócił czas pełen napięcia i stresów z trudem ale udało się , wygrali przetarg na dzierżawę obiektów i przyległych do nich gruntów (jak łatwo się o tym teraz pisze) Dużymi krokami zbliżała się jesień. Znów zakup żerdzi ,ogradzanie terenu aby zwieść konie. Był rok 2005 – zaczynali po raz kolejny od nowa.
III TARA- 2005 NIESZKOWICE
Tym razem było bardzo ciężko , mieli blisko 100 koni i wiele innych zwierząt. To co było ich z rzeczy materialnych trzeba było rozebrać , załatwić transport , przenieść , załadować - rozładować i tak codziennie. Wolontariusze którzy wtedy im pomagali dzisiaj powinni być na piedestale. Jak zwykle Ikar pracował za dziesięciu i to on wraz ze Scarlett pojechał do pustych Nieszkowic by szykować je na przyjęcie tak ogromnej ilości zwierząt. Piotr w Porębach ładował transporty desek i innych materiałów , szykował wszystko do opuszczenia Poręb, wraz z wolontariuszami opiekował się zwierzętami . Gdy Ikar grodził teren, Scarlett wysłużonym już busem jeździła tam i powrotem przewożąc wszystko co „nasze „ na nowe miejsce, wykonując czasem 3 kursy dziennie tj. 600 km. A miała w tym czasie połamane kości śródręcza na szczęście lewej ręki(samochód nie miał wspomagania na zakrętach było ciężko) Nieszkowice – pałacyk częściowo bez okien, drzwi, bez prądu,( jaki wszystkie budynki na terenie obiektu), bez pieców, bez wody (jedynie hydrant na środku dziedzińca), wszechobecna wilgoć, w wielu pomieszczeniach osunięty tynk , leżąc na podłodze powodował jej gnicie. Wszędzie śmieci, rupiecie, szkło.
Obiekty gospodarcze to byłe świniarnie z kanałami gnojowymi wypełnionymi mazią gnojową, wszędzie wystające pręty, po wyciętych kojcach dla świń, bez okien, mury w fatalnym stanie, cegły przy dotyku miękkie ( na szczęście nie wszędzie). Dach w bardzo złym stanie . Brak stodoły.
Scarlett z Ikarem spali w holu pałacu ( niestety noce były bardzo zimne ) gdy psy szczekały zrywali się w środku nocy . Musieli tak czuwać, ponieważ pierwszy transport słupków dębowych złożony na dziedzińcu zniknął trzeciego dnia ich bytności w Nieszkowicach.
Następny etap - zwożenie koni wynajętymi dwukonnymi przyczepami (drobne zwierzęta Scarlett przywiozła busem). W tym samym czasie wynajęta firma adoptowała obiekty gospodarcze na stajnie . W Porębach prace przebiegały równie intensywnie , ludzkie zmęczenie wykorzystywali złodzieje . Najlepszy materiał czyli rozebrane i ułożone w sterty słupy, żerdzie, deski, kantówki, w nocy znikały. Tak oto w skrócie wyglądała przeprowadzka do Nieszkowic. Opuścili Poręby, tak przez nich kochane, byli tam bardzo szczęśliwi uratowali w owym czasie wiele cierpiących zwierząt, wiele pożegnali na zawsze, Tamto miejsce pozostało w ich sercach.
W Nieszkowicach pracowali bez wytchnienia , budowy, zabezpieczanie obiektów, sprzątanie terenu (w szczególności szkła), opieka nad zwierzętami, oraz wszystkie prace z nimi związane. Ikar celowo nie poszedł na studia, zrobił rok przerwy w edukacji – wiedział ze nie może inaczej, trzeba pomóc. Nadeszła zima , nazwana przez meteorologów – zimą stulecia . Pewnego dnia rano Scarlett budząc Dawida zobaczyła jego gałki oczne „nabiegłe krwawymi naciekami”, natychmiast zawiozła dziecko do okulisty .Okazało się , że z zimna rogówki na gałkach ocznych zaczęły się odklejać. Prosto od lekarza zawiozła dziecko do domu swojej mamy do Wrocławia. Tam Dawid przebywał prawie 3 miesiące w ciepłym domu pod opieką swojej babci. Gdy potworne mrozy odeszły wrócił do Nieszkowic i do szkoły klasa „0”
Zwierzęta były zabezpieczone miały (dzisiaj tak mówimy) na szczęście małe boksy, dlatego było im w miarę ciepło. Wodę lali wężami z hydrantu, kilka razy dziennie zwijając i rozwijając sztywne zwoje i wnosząc blisko źródła ciepła by je rozmrozić. Wszyscy którzy pomagali w tamtym czasie byli bohaterami, pozostali wspaniałymi ludźmi.
Przetrwali , przyszła wiosna, a z nią nic innego tylko –„lato stulecia” – susza. Pastwiska wypalone (karmili konie sianem, czyli nie można było nic zaoszczędzić na jesień, zimę). Ponieważ cały czas budowali, pewnego dnia Scarlett z Ikarem pojechali do Wołowa po większą ilość gwoździ . Ikar wszedł do sklepu, a Scarlett odpoczywała w samochodzie, czekała na syna i otworzyła skrytkę z której wypadła mapa samochodowa, na niej kiedyś ołówkiem zaznaczyła trzy miejscowości Małowice obok Piskorzyna i niedaleko Piotrowice. Kilka lat wstecz gdy mieszkali jeszcze w Porębach i wydawało się im że zostaną tam na zawsze Scarlett (jak to kobieta i jej intuicja) profilaktycznie wysłała zapytanie do ANR czy nie wróciły do zasobu obiekty po byłych PGR-ach mogące pomieścić około 150-200 koni wraz z przyległą ziemią. Otrzymali wtedy 3 oferty. Oczywiście Scarlett pojechała je obejrzeć wraz z urzędniczką z ANR. Małowice odpadały, przez środek łąk przebiegała czynna linia kolejowa, a po obiektach pozostały resztki murów, Piotrowice – piękny pałac (nam nie potrzebny) małe obiekty gospodarcze w centrum wsi bez ziemi. Piskorzyna – gdy Scarlett zobaczyła to miejsce była gotowa całować ziemię po której stąpała. Ogromna stodoła, duże obiekty gospodarcze, wysokie bardzo zdrowe mury, doskonały dojazd , Pałacyk - w środku: na sufitach zdobienia oraz rozety, stare 100- letnie piece, wzdłuż schodów poręcze wypełnione rzeźbionymi tralkami, kute bramy wjazdowe . Folwark – co najmniej 10 razy większy od obiektów w Porębach.
Po powrocie do Poręb opisała Piotrowi i Ikarowi folwark, wysłali pismo do ANR, że są zainteresowani dzierżawą. Po kilku dniach, Scarlett i Piotr z przyjacielem Marcinem pojechali do Piskorzyny (Ikar wraz z wolontariuszami w tym czasie został w Porębach i opiekował się zwierzętami) . Na miejscu Piotr mówił, że nawet jeżeli zdobędziemy ten obiekt, to jest on zbyt wielki abyśmy dali radę go „ogarnąć”, Marcin stwierdził że to jest zbyt piękny obiekt, aby udało się nam go zdobyć. Scarlett błagalnie patrzyła im w oczy ( jak gdyby to oni byli decydentami) i mówiła cyt „ musimy go zdobyć, musimy jest to idealne miejsce by stworzyć w nim raj dla koni”. Wrócili do domu , a po 2 tygodniach otrzymali informację , że ANR pomyliła się i obiekty są w dzierżawie. Na ładnych kilka lat o Piskorzynie zapomnieli, do dnia kiedy Scarlett i Ikar byli w Wołowie na zakupach. Nie namyślali się zbyt długo, od razu tam pojechali (18 km trasa Wołów –Piskorzyna) jadąc Scarlett nie była pewna czy to ten folwark, który oglądała kilka lat temu, ale gdy wjechali na teren nie miała wątpliwości, tak to jest to miejsce . Nie było już kutych bram. Nie było wielu okien, skrzypiały na wietrze otwarte drzwi, rozety, zdobienia , piece – zniknęły. Wszędzie rowki w tynku po wyrwanych kablach. W holu pałacyku wypalona dziura w podłodze, gdzie palono ognisko a w nim resztki spalonych poręczy i tralek. Wrócili do Nieszkowic , jeszcze tego dnia napisali pismo że są zainteresowani obiektami wraz z przyległą ziemią w Piskorzynie.
Po kilku miesiącach udało się im wynająć Folwark w Piskorzynie i podjęli się „Ryzykownej Gry”. Częściowo ogrodzili b. duże padoki dla koni, zbudowali ogrodzenia dla kóz, owiec, psów, świń, bydła. Zwieźli wszystkie zwierzęta – odległość nie była duża pomiędzy Nieszkowicami a Piskorzyna szosą 20 km, polami 8 km. Było to w 2007 roku. Od tamtej pory pieniądze inwestowali w Piskorzynę, korzystali z łąk w Nieszkowicach. Zatrudnili bezdomnego człowieka który miał pilnować obiektów w Nieszkowicach, zabezpieczać je , łatać stare dziury w dachach itp.
W „międzyczasie” przewozili wszystko co dla nich było niezbędne . Marzeniem Scarlett było stworzyć tam azyl dla dzikich zwierząt z wypadków , takich które zbyt okaleczone nie mogły wrócić do natury.
Niestety w życiu tak już jest coś za coś Nieszkowice dla NIch są już stracone .
IV TARA PISKORZYNA- RYZYKOWNA GRA 
Umowa najmu nie daje gwarancji , że dane obiekty będzie można mieć na dłużej. Celowo nagłośnili, że folwark jest już Fundacji . Dlaczego ? otóż , te obiekty chciały pozyskać dwie potęgi: zakłady mięsne ( nie możemy wymieniać nazwy) na hodowlę trzody, oraz rzeźnia dla ( nie możemy napisać jaka) idealne miejsce na spęd, tuczenie i wywóz do siebie na ubój(20 km). Pomiędzy „Goliatami” obracającymi milionami, mała i nie za bogata Fundacja mająca marzenia, ogromne ilości uratowanych zwierząt oraz …puste konto .
Nagłośnienie że folwark jest nasz odniosło skutek, „różni ludzie „ przestali ich nachodzić, skończyły się akcje jak ta gdzie 3 terenowymi samochodami , mężczyźni o ciemnych kręconych włosach „gonili” Scarlett po dziedzińcu chcąc przestraszyć,
skończyły się dziwne telefony . Media są potęgą. W połowie 2008r. ANR wymówiła umowę najmu, od tej pory zajmowali teren bezumownie, lecz nie załamywali rąk ,tylko dalej walczyli o Folwark (walka, to krótkie słowo- trwała prawie 4 lata)
JAK FENIKS Z POPIOŁÓW
14 stycznia 2010r. Scarlett jako założyciel, fundator i prezes Fundacji Tara we Wrocławskiej siedzibie ANR o godzinie 11 podpisała notarialny akt darowizny. Od tego dnia Fundacja Tara została prawnym właścicielem zespołu folwarcznego wraz z przyległymi gruntami( blisko 33ha). Przed Tarą otworzyła się nowa niezapisana karta historii…
Przez lata dzierżaw i przeprowadzek, wiecznych schodów i kłód pod nogami remontownia obiektów w nowych miejscach, nigdy nie zwątpiliśmy w słusznoś naszych działań . Dzisiaj możemy wspólnie z Państwem zmieniać świat na lepsze bez obawy utraty domu dla zwierząt. Wczoraj były tu puste budynki po oborach i świniarniach, bez okien , drzwi prądu i wody . Z Państwa pomocą tworzymy w nich ciepłe i suche stajnie dla uratowanych koni. To co było już nie wróci liczy się tylko dzień dzisiejszy i przyszłość - bezpieczna dla zwierząt Tary.