Rok 2009
W tym roku ciężko było cokolwiek planować, nie wiedzieliśmy jakie efekty przyniesie kampania jednego procenta, jaką gotówką będziemy dysponować, jakie boksy mamy postawić w głównej stajni, która była następną do zagospodarowania. Problem z odpisami jest taki, że pieniądze z nich przychodzą na konto organizacji od początku lipca do połowy sierpnia, a remonty można przeprowadzać już od maja... Niestety, w naszej działalności nigdy nie udaje się zostawić większej sumy na przyszły rok - może kiedyś tak będzie, jednak na chwilę obecną, dopóki nie ma wręcz doskonałych warunków bytowych dla zwierząt, fundusze schodzą na bieżąco. Pewnie i ten rok byłby jednym z lepszych dla Tary, gdyby nie zdarzenie z lipca, gdy przez Tarę przeszło ogromne tornado, zrywając i tak zniszczone dachy, wyrywając z korzeniami kilkusetletnie drzewa. Tornado, które o kilka kroków cofnęło rozwój Tary. Całe szczęście w tym nieszczęściu to to, iż udało nam się, dzięki przyjaciołom i wysoce zgranej akcji, w miarę szybko (tylko 3 tygodnie) uprzątnąć ten bałagan kojarzący się z armagedonem. Poniżej umieszczamy zdjęcia przedstawiające zniszczenia, jakich dokonał wiatr, by uświadomić, jakie remonty musiały nastąpić w przyszłości.


Stodoła – do 2009 roku ta ogromna stodoła pokryta dachówkami była nieprzeciekającym budynkiem, gdzie spokojnie mogliśmy składować siano w dużej ilości. Jednak wiatr, może to zabrzmi niewiarygodnie, wyrwał wrota z zawiasów, wpadł do środka i uderzył w dach od spodu, zrywając na całej długości szczyt i przestawiając wszystkie dachówki. Stodoła przestała nadawać się do jakiegokolwiek użytkowania.
Stajnia huculska – rok wcześniej, w miarę mozliwości, pouzupełnialiśmy na jej dachu ubytki w papie. Jednak wzdłuż tej stajni przebiega kamienna droga, cała obsadzona starymi topolami, których gałęzie, spadając i szarpiąc dachowe pokrycie, w ciągu pół godziny dokonały zniszczeń, których już nie byliśmy w stanie naprawić.
Biegalnia – budynek stojący po drugiej stronie drogi, również w towarzystwie topól. Faktem jest, że wcześniej przeciekał w jednym miejscu, natomiast po tym zdarzeniu trzy czwarte pokrycia dachowego leżało przed budynkiem... Jak to określi rzeczoznawca, o którym napiszemy później, dach zniszczony w 70%.
Budynek pałacu - ten doznał najmniej szkód. Jedynie drzewo rosnące na rogu dachu wyrwane zostało z korzeniami, w wyniku czego powstała dosyć duża dziura. Dodatkowo powstało kilkadzieścia nowych ubytków dachówek i zmuszeni byliśmy podstawić kilkadzieścia nowych wiader i misek, by nie zalewać dolnych pięter. Warto dodać, iż remont tego obiektu pozostawiliśmy na sam koniec, dla nas najważniejsze są stajnie.
Mała stajenka – niewielkie dwuboksowe zabudowanie znajdujące się obok pałacu, w początkowej fazie naszego pobytu służyło za pomieszczenie dla świnek - Borata i Haidi. W zamyśle, w przyszłości, miało jednak posłużyć za małą stajnie dla koni wymagających stałej obserwacji. Pokryte szkodliwym eternitem, po tornadzie już praktycznie bez pokrycia. zmobilizowało nas to by przebudować dach tak jak powinien wyglądać w stajni.


Park – ten obiekt po naszym przyjeździe do Piskorzyny przypominał amazońską dzunglę - duże drzewa otoczone małymi, sięgające od pałacu do budynku Młodzieżówki. Busz tak gęsty, że przejść można było tylko po wydeptanych ścieżkach. Park regularnie czyściliśmy, zostawiając starodrzew i, w tym przypadku, wiatr trochę nam pomógł, usuwając trochę drzew, tworząc tym samym polany, na których w przyszłości będą mogły wypasać się konie. Po przejściu tornada widok jednak był zgoła przerażający - stare drzewa, które przetrzymały obie wojny światowe, połamane jak zapałki, leżące korzeniami do góry. Park wyglądał, jak gdyby przeszło przez niego stado kamiennych olbrzymów.


Młodzieżówka - tutaj dach nadawał się praktycznie do całościowego przełożenia z uzupełnieniem ubytków. Wszystkie dachówki zostały popodnoszone przez wiatr, całkowicie wykruszyła się zaprawa trzymająca. Wręcz strach było przechodzić koło tego budynku, gdyż raz na jakiś czas spadała zeń dachówka. By piętra Młodziezówki nie zamakały, porozkładaliśmy na strychu miski i wiadra, do których podczas deszczów lała się woda.
Biała ruinka – tego budynku nie będziemy opisywać, gdyż w dalszej fazie pobytu i tak został on przeznaczony do wyburzenia.
Stajnia Suska – na szczęście nie stała na drodze głównego podmuchu i pozrywanych zostało tylko kilkanaście dosyć dużych kawałków papy. W porównaniu do innych dachów tu pracy było najmniej.
Stajnia Środkowa – ten budynek nie mógł ucierpieć gdyż, personifikując, on już od dawna nie żył. By mógł nadawać się do zaadaptowania na stajnię, potrzebna jest wymiana części więźby i całego pokrycia dachowego. W przypadku Środkowej można spokojnie powiedzieć, że wygląda jak zielone (ze strychu wyrastają drzewa przebijające dach), żyjące własnym "życiem" zombie. Najprościej byłoby zawalić cały dach i postawić go od nowa. Być może kiedyś, w przyszłości…
Stajnia Główna – tak jak w przypadku Huculskiej, równiez i ten dach nie ucierpiał bardzo - na szczęście pozrywało tylko kilka kawałków papy, co nie wpłynęło na znaczne zwiększenie ilości dziur.
I tak, zataczając opisowe koło, dotarliśmy z powrotem do stodoły, która po wyremontowaniu będzie w przyszłości stanowiła jeden z zastawów kredytu, który jest poważnym kłopotem dla Tary.
Szanowni Państwo, być może opisujemy te zniszczenia trochę żartobliwie, ale cóż innego nam pozostało - naprawić i tak trzeba będzie, na wiatr nie mieliśmy żadnego wpływu. Dodatkowo, piszemy ta kronikę teraz, gdy minęły już dwa lata od czasu tornada, ale bezpośrednio po samym tornadzie, gdy świat się nam zawalił, mieliśmy ogromne wsparcie od naszych przyjaciół wolontariuszy, którzy klepiąc nas po ramieniu z otuchą w głosie mówili „Scarlett i Piotrze, nie martwcie się, tu się zaklei, tam podłata i będzie działało.”
Rok 2009, pomimo wyżej wspomnianych zdarzeń, był dla Tary również czasem, w którym, Szanowni Państwo, daliście nam ogromny kredyt zaufania. Kredyt, który objawił się w ilości pieniędzy z odpisów 1%. Przyszło ich rzeczywiście dużo - mogliśmy budować, budować, budować. Mogliśmy tworzyć miejsce dla koni, w którym mogą czuć się bezpiecznie. Jednak trapił nas jeden dylemat: czy zabrać się za remont dachów czy stworzyć nowe boksy w Głównej Stajni... Wybór padł na boksy i stajnię, ale do rzeczy. Po pierwsze - zostały wykonane nowe boksy w Stajni Głównej, po drugie - zeszłoroczne marzenie odnośnie poideł automatycznych zostało częściowo zrealizowane, po trzecie - znów trochę poprawiliśmy boksy w stajni huculskiej, po czwarte - został naprawiony dach nad przybudówką przy pałacu, po piąte - wykonana została pierwsza łazienka.
Punkt pierwszy - ten ogromny budynek stanowił kolejny obiekt do adaptacji na stajnie - duże otwory bramowe, wysoko położone otwory okienne, budynek wprost przeznaczony pod zabudowę boksami! W trakcie planowania stanęliśmy przed ogromnym dylematem: czy wydać dużą sumę pieniędzy na gotowe metalowo-drewniane boksy, czy metodą gospodarczą, postawić nieporównywalnie tańsze, z żerdzi. Wybór padł na gotowe boksy, wygrały ze względu na swa estetykę, funkcjonalność oraz trwałość, a Tara w końcu mogła mieć stajnię z prawdziwego zdarzenia. Proces przygotowania obiektu do zabudowy był długotrwały. Pierwszym krokiem była rozbiórka, ciągnących się przez cała długość stajni, koryt paszowych, którą częściowo rozpoczęliśmy w poprzednim roku.
Następnie, przy ogromnej pomocy wolontariuszy przebywających na wakacjach w Tarze, skute zostały tynki w całym obiekcie, po czym wynajęta firma położyła nowe.
Kolejnym etapem było wylanie posadzki w miejscach, gdzie wcześniej umiejscowione były koryta.
Potem pozostał już tylko montaż boksów, które wcześniej zaliczkowane, były już na terenie Schroniska. Montaż wykonał odpłatnie producent.
Efekt końcowy przeszedł nasze oczekiwania - piękne, nowe, lśniące boksy, z obrotowymi żłobami. Brakowało tylko jeszcze poideł. Po wykonaniu zabudowy stajni przyszedł czas na uzupełnienie okien i otworów bramowych. Zostało założonych 19 specjalnych stalowych okien stajennych, wypełnionych pleksi z ochronnymi kratami oraz 5 bram dwudzielnych z profili metalowych wypełnionych deskami.
Wykonanie Głównej pochłonęło lwią część rocznych finansów Fundacji, ale dzięki tej inwestycji Tara ma na swoim terenie stajnię z prawdziwego zdarzenia, co prawda jeszcze nie całkiem ukończoną, ale bezpieczną i, przede wszystkim, na lata.
Punkt drugi - woda do stajni została doprowadzona już w zeszłym roku i użytkowanie jej zimą pokazało, jak wiele czasu i sił przez tą inwestycję mogliśmy zaoszczędzić. Konie, co prawda dostawały wodę w plastikowych kastach budowlanych, ale już nie trzeba było szarpać się tak z rurami. Niemniej jednak i te pojemniki miały poważne mankamenty - często zdarzało się, że konie, w nocy, wypróżniały się do tych kast i rano zmuszeni byliśmy wylewać całą kastę wody, myć ją i napełniać. Podjęliśmy decyzję o zakupie i montażu całej stajennej instalacji wodnej i poideł automatycznych. Na pierwszy rzut poszła Stajnia Suska, potem Stajnia Główna. Kolejna dosyć duża inwestycja finansowa, ale ważne, że konie miały już cały czas dostęp do bieżącej wody.


Punkt trzeci – coraz większych remontów wymagała tez stajnia Huculska (dla przypomnienia, zabudowa w całości, wykonana z żerdzi i desek). Dwa lata funkcjonowania jako stajnia, dostatecznie zniszczyły niczym niezabezpieczone drewno. Zakupiliśmy żerdzie i wspólnymi siłami, po raz kolejny, stajnia została doprowadzona do stanu umożliwiającego użytkowanie.

Punkt czwarty - my, ludzie żyjący w Tarze, niestety, czasem musimy zadbać także i o siebie. Chodzi tu głównie o warunki biurowe, gdyż Fundacja to też administracja. Do Pałacu przyłączona jest przybudówka, w której zorganizowana została kuchnia, gdzie gotujemy jedzenie dla mniejszych zwierząt, ale też i napijemy się czasem herbaty lub zjemy jakiś posiłek. Dach nad nią uległ poważnym uszkodzeniom i przeciekał na tyle mocno, że woda lała się bezpośrednio na kuchenny piec, co uniemożliwiało jego użytkowanie. Naprawa była nieunikniona. Musieliśmy zdążyć przed jesiennymi deszczami. Dopiero zdjęcie uszkodzonych warstw pokazało, że ten dach to istna puszka Pandory. Przegrzybiała więźba dachowa wymagała częściowej wymiany. Pokrycie bitumiczne było do całkowitej wymiany, remont okazał się większy niż sądziliśmy. I tak, po remoncie, pierwsze cztery pomieszczenia w Pałacu już nie zamakały. W tym samym czasie w przyszłym biurze Fundacji skute zostały pozostałości tynków, położone nowe tynki, ściany zostały pomalowane i biuro Fundacji mogło zacząć oficjalnie działać.




Punkt piąty – ponieważ wolontariusze są w Tarze zawsze mile widziani, jednak i oni potrzebują odpowiednich warunków, postanowiliśmy jedno z pomieszczeń w Młodzieżówce zaadaptować na potrzeby łazienki z ciepłą wodą. Wynajęta ekipa hydraulików wykafelkowała pomieszczenie, podłączyła wodę, zamontowała bojler gazowy na butlę z gazem, założyła kabinę prysznicową, poprowadziła odpływ do szamba, założyła jedną muszlę klozetową - i tak oto, po 14 latach działalności, w tarze po raz pierwszy zagościła ciepła, bieżąca woda!
Punkt szósty - chociaż dachy wymagały generalnych remontów, wynajęta firma trochę podkleiła dwa z nich, bu uniknąć zniszczeń wewnątrz budynków. Nie można też zapomnieć o prawie miesięcznej akcji usuwania powalonych drzew, gdzie w szczycie, pracowało nawet osiem pił mechanicznych.
Podsumowując rok 2009 można śmiało powiedzieć, że inwestycje, które poczyniliśmy były niezbędne, drogo nas kosztowały, ale Schronisko musi z roku na rok poprawiać warunki dla koni i ludzi, gdyż oni właśnie pomagają sobie wzajemnie.