06.01.2009
Nie bój się, malutki. Kochamy Cię, wiesz? Pojedziesz z nami do TARY, do domu. Tuż przed Świętami otrzymaliśmy informację o koniu, który potrzebuje pomocy. Jak żył, sami Państwo mogą zobaczyć, zdjęcia oddają prawdę.Ten 4-letni ogier nie poznał smaku trawy, nie biegał po pastwiskach razem z wiatrem. Nie zdążył poznać, co to duma, bo gdy był malutkim, półrocznym źrebaczkiem, założono mu łańcuch na szyję, a jego koniec przyłączono do metalowego kołka, w ciemnej komórce. Źrebię potrząsało łańcuchem chcąc się uwolnić. Dźwięk metalu denerwował właściciela, dlatego tuż pod głową zwierzęcia przykręcił do łańcucha ok. 4-kilogramowe obciążniki (proceder często stosowany – informacja od naszego lek. wet.). I tak źrebak rósł, a łańcuch wrastał mu w ciało. Z czasem ropa (cuchnąca okrutnie) zaczęła zalewać oczy, grzybica zaatakowała ciało, nigdy nierobione kopyta ciążyły coraz bardziej. Święta to czas cudów, w końcu sąsiedzi, którzy dokarmiali konia przez dziurę w komórce, nie wytrzymali, powiedzieli o zwierzęciu odpowiednim władzom. Zawsze mówimy, że TARA, jest ostatnią deską ratunku. Gdy wszyscy odmówili pomocy, wykupiliśmy konia, wynajęliśmy transport i zwierzę natychmiast skierowaliśmy na Kliniki UP we Wrocławiu. 22 grudnia przejechawszy blisko 500km, o godzinie 19:15 umęczone zwierzę zostało otoczone opieką. Koń otrzymał imię po ojcu Scarlett – BOLESŁAW. Leczenie Bolka będzie niestety długie i kosztowne. Już został zaszczepiony na tężec + grypę, odrobaczony. Kowal wstępnie przyciął kopyta, po Nowym Roku kolejny etap korekcji. Głęboka rana na szyi została oczyszczona, po uprzednim obcięciu grzywy zlepionej kałem, ropą, krwią. Zwierzę otrzymuje także antybiotyki. Dla nas, dla TARY, symbolem odchodzącego Roku 2008 niech będzie Bolesław, umęczony koń, który już „podnosi się z kolan”. Dla tych z Was, dla których ostatni rok był trudny, niech ten koń Bolek będzie symbolem, że już teraz będzie dobrze. Nie było czasu na to, aby prosić Państwa o pomoc w wykupieniu i przetransportowaniu konia, wczoraj nie było czasu, lecz dzisiaj prosimy – pomóżcie nam zapłacić za leczenie Bolka, by mógł przyjechać do domu, do TARY. Sami nie damy rady, dlatego prosimy Państwa o wpłaty, nawet najdrobniejsze, na konto Fundacji, z hasłem „dla Bolka”.
15.01.2009
Minęły już 24 dni od czasu, kiedy Bolek trafił do szpitala dla koni. Dwa razy miał już korygowane kopyta, za pierwszym razem, gdy kowal zobaczył kopyta Bolka złapał się za głowę i powiedział, że w swej wieloletniej praktyce nigdy nie spotkał się z takim zaniedbaniem zwierzęcia. Lecz my wiemy, że ten kowal niestety nie widział wszystkiego, sprawa Bolka nie jest niestety odosobniona.. Rana na karku bardzo ładnie się goi, antybiotyki zadziałały natychmiast. „Wczoraj” ten koń był bardzo apatyczny i było mu wszystko jedno, „dzisiaj” poczuł, że jest ogierem, mocnym silnym koniem. W szpitalnym boksie co rano najgłośniej z wszystkich koni rży: „jestem głodny”, słychać go prawie w całym Wrocławiu.Codziennie jest wyprowadzany na spacer, niestety trochę kuleje (nastąpiły zmiany w puszce kopytowej), ale rokowania są dobre, w końcu Bolek uczy się chodzić trzeba dać mu trochę czasu. Wszystkim Wam dziękujemy za reakcję, za pomoc. Piszecie w komentarzach o ukaraniu byłego właściciela Bolka. Sprawę skierowano do sądu, uczyniły to władze gminy, z której pochodzi koń. Jaki będzie finał napiszemy. Bolek jest symbolem zła, które dotyka zwierzęta w naszym kraju. Dlaczego ludzie są tacy źli. A jak wygląda rzeczywistość:
1- weterynarze, powiatowi, władze gminne dowiadują się zazwyczaj ostatni o gehennie zwierząt, brak odpowiedniego doinformowania co się dzieje w terenie
2- Policja – nie ma dość odpowiednich uprawnień by karać, choćby natychmiastowym mandatem, w przypadku zauważenia znęcania się nad zwierzętami.
3-sędziowie i prokuratorzy – bardzo często szybko zamykają sprawę tłumacząc to niską szkodliwością czynu
4- mentalność – często rozmawiamy z prawnikami, którzy chcą ukarać człowieka za znęcanie się nad zwierzętami, niestety te sprawy nie są chętnie prowadzone gdyż, padają potem niewybredne żarty typu „dla świni pracował”
5- Prawo, ustawy – powinni bronić i chronić pokrzywdzonych. Dla zwierząt ustawa o ich ochronie – jest martwa
6-sąsiedzi, osoby, które zauważyły krzywdę zwierząt dziejącą się obok. Udają, że nie widzą, nie reagują
Uczyniliśmy sobie ziemię poddaną, na szczęście wielu z nas wszystkich tę ziemie i zamieszkujące ją istoty kocha.
24.01.2009
„Wiele kamieni wywołuje lawinę, pojedynczo żaden ...” W myśl tej zasady współpracując od wielu lat z organizacją Viva postanowiliśmy pomóc zamieszczając poniższy apel, jednocześnie pragniemy zaznaczyć, iż konie do adopcji nie są końmi z Fundacji Tara. Zapraszamy do adopcji. Zaadoptuj konia z Fundacji Viva! Współpracująca z TARĄ fundacja Viva! Akcja Dla Zwierząt opiekuje się ponad 20 końmi, które można zaadoptować. Jeśli masz warunki dla konia zajrzyj na stronę: www.ratujkonie.pl [link NASZE KONIE] i wybierz swojego podopiecznego. Konie, które są do adopcji nie są oddawane do rozrodu lub pracy.
24.01.2009
Bolek koń, który przeszedł w poprzednim życiu, bo tak je można nazwać gehennę a otrzymuje od państwa ogromną pomoc finansową i rzeczową. W wielu miejscach organizowane były zbiórki pieniężne na leczenie Bolka - o jednej z takich pragniemy opowiedzieć. Rzecz działa się w województwie kujawsko -pomorskim, a konkretniej w Bydgoszczy....Akcja odbyła się w Galerii Pomorskiej w Bydgoszczy w dniach 15 -18 stycznia 2009. Na początku zarejestrowany został w ratuszu „Komitet do ratowania Bolka” w skład którego wchodzili: przewodnicząca Izabella Knitter, Anna Lewandowska, Katarzyna Wieruszewska, Ewa Knitter. Potem nastąpiło przygotowanie materiałów informacyjnych, które za darmo wydrukowała drukarnia Remedia (specjalne podziękowania należą się pani Katarzynie Piskorskiej). Następnym etapem było zorganizowanie wolontariuszy - i tu z pomocą przyszli uczniowie Technikum Hodowli Koni z Zespołu Szkół Drzewnych, którymi zawiadowała Pani Sylwia Olszańska.I rozpoczęła się akcja.Plakaty o Bolku zostały powieszona na drzwiach Galerii, rozstawione "potykacze" z plakatami oraz rozstawiana konstrukcja w kształcie prostopadłościanu - też oczywiście ze zdjęciami Bolka i opisem jego sytuacji. Cala ta wizualizacja była ustawiona przy głównym wejściu do Galerii wiec nie sposób było jej nie zauważyć. Zainteresowanie było ogromne, ludzie stawali, czytali i wrzucali pieniądze do wielkiej urny oklejonej również informacjami o Bolku. W trakcie trwania całej akcji po Galerii chodzili wolontariusze z puszkami oklejonymi zdjęciami Bolka i zbierali pieniądze do puszek, udzielając odpowiednich informacji. Nie mogło zabraknąć patronatu medialno – informacyjnego, w tym pomogła Gazeta Pomorska i redaktor Maciej Myga, który prawie codziennie pisał o naszej akcji i lokalne radio Eska - też puszczające nieodpłatne spoty reklamowe. Wspaniałą inicjatywą wykazał się jeden z bydgoskich weterynarzy, pan Sebastian Słodki, który informował klientów swojej Lecznicy o przeprowadzanej zbiórce. Po zakończeniu zbiórki i komisyjnym przeliczeniu funduszy okazało się, że dzięki ludziom dobrego serca i zaangażowaniu powyższych osób uzbierano przeogromna sumę 6552zł 11gr. Pragniemy w imieniu Bolka podziękować wszystkim organizatorom, osobom pomagającym, wolontariuszom, firmom wspomagającym, za tak wielkie zaangażowanie i ofiarowanie Bolkowi kolejnych lat życia w ciszy i spokoju, z pełnym brzuchem i ciepłym lokum.
29.01.2009
Większość naszych informacji jest na temat działań i życia Tary, ale czasem trzeba też inaczej. Otrzymaliśmy maila z zapytaniem czy zdjęcie jednego z naszych koni może być wykorzystane w materiale wideo. Oczywiście nie widzieliśmy żadnych przeszkód – potem otrzymaliśmy link do tego utworu na You Toube. Jaki jest - sami oceńcie - na pewno nostalgiczny.
30.01.2009
Srebrne włosy, drobna postać zaawansowany wiek oto Irena Janowska Prezes bydgoskiego TPZ Animals. Od młodzieńczych lat pomagała zwierzętom, uratowała ich tysiące - od pewnego czasu Pani Janowska pomaga Tarze. Gdy usłyszała od nas o Bolku poruszyła bydgoszczan, a jak sami wiecie na efekty długo nie trzeba było czekać. Niewielka postura, lecz serce wielkie. Dzięki akcji bydgoskiego TPZ-u, Bolek przez długi czas będzie miał słomę, siano, owies. Bohaterowie żyją wśród nas, często widujemy ich, gdy zamieć na dworze a oni niezmiennie, codziennie z wiaderkiem karmy, przemierzają podwórka, ulice, piwnice i karmią głodne istoty. Jak Matka Teresa dla biednych chorych ludzi, tak Pani Irena Janowska dla zwierząt. Dziękujemy Pani - Orędowniczko Dobra.I na koniec kilka słów od Bolka:
Spoglądam w wasze oczy i widzę w nich miłość
spoglądam tez w serce i widzę światło
spoglądam na świat nie widzę już ludzi, widzę nadzieję
wiem, że nadeszła, piękna... nadeszła
dziś schylony w podzięce, rżę radośnie
za drugie życie,
za wiarę w ludzi
za miłość tak wielką.
03.02.2009
W końcu pojawił się w Tarze, tak długo wyczekiwany, taki inny niż na zdjęciach z transportu do klinik. Bolek przyjechał do Tary późnym wieczorem, na dworze było już ciemno, więc mogliśmy go pooglądać, tylko w świetle latarek, z niecierpliwością czekaliśmy do rana. Rano po przyjściu na padok okazało się ze Bolek powoli zaprzyjaźnia się z Joszim, który stoi na sąsiadującym padoku - pokwikiwaniom i piskom nie było końca. Bolek biegał tam i z powrotem na małym padoku, który dostał do dyspozycji, napierając i testując ogrodzenia. Kiedy w końcu okazało się, że ogrodzenie jednak wytrzyma ruszył do jedzenia siana i nic więcej w sumie go nie interesowało. Jaki jest Bolek, okaże się po kilku tygodniach, niemniej jednak w jego zachowaniu już widać radość i wielką chęć do życia, a jego upór i apetyt pozwolą mu szybko dojść do kondycji, w jakiej powinien być. Dziękujemy Kindze i Karolinie za piękne fotki. Ten koń swoja obecnością w Tarze pragnie udowodnić, że w życiu nie należy się poddawać, że zawsze istnieje jakieś inne wyjście, że zawsze jest nadzieja....
09.02.2009
W Tarze oprócz koni żyją również psy i koty - i tym postanowili pomóc poniżej podane Koła naukowe, ośrodek wychowawczy i zespół szkół. Pomysłem na pomoc było przeprowadzenie zbiórki karmy dla kotów i psów w sklepie Kaufland we Wrocławiu. Zbiórka trwała dwa dni: 15 i 16 stycznia we wrocławskim Supermarkecie Kaufland przy ul. Legnickiej.
Ogromnie dziękujemy:
1. Sklepowi Kaufland za udostępnienie sklepu na przeprowadzenie zbiórki
2. Kołu Młodych Biologów z Gimnazjum nr 29 im. Konstytucji 3 Maja za organizację, całego przedsięwzięcia i wolontariuszy z Gimnazjum nr 29
3. Studenckiemu Kołu Naukowemu Etologów „Teneo” Instytut Zoologiczny Uniwersytetu Wrocławskiego za nadzór i organizacje zbiórki
4. Młodzieżowemu Ośrodkowi Socjoterapii nr 2 we Wrocławiu za wspaniałych pełnych poświęcenia wolontariuszy
5. Zespołowi Szkół Nr 4 im. Komisji Edukacji Narodowej we Wrocławiu za wspaniałych i pełnych poświęcenia wolontariuszy.
Oraz Pani Annie Brudzińskiej -Kosior i Panu Przemkowi Zelazko za nadzór nad zbiórka i wolontariuszami. I wszystkim, którzy pomogli poprzez dary dla Tary.
W wyniku akcji zebrano:
PIES (duża puszka) 80,5kg - PIES (mała puszka) 17kg - PIES (karma sucha) 175kg
KOT (mała puszka) = 98kg - KOT (sucha karma) = 45kg
kasza = 53,5kg - ryż = 44kg - makaron = 60,5kg
Razem = 573,5kg
Inne - mleko (16,5 litra), 6 pomarańczy, 10 bułek, 1 litr oleju, 2 puszki konserwy, 1 kg mąki, płatki owsiane 0,5kg, 8 misek, koce.
20.02.2009
Po raz kolejny Tarę odwiedzili pełni zapału harcerze z Rawicza. Przywieźli ze sobą słońce i z uśmiechem na ustach zabrali się do pracy. Układanie desek, ścielenie stajni, porządki - było tego wiele - podołali wszystkiemu. Wieczorem rozjechali się do domów z żartobliwym ostrzeżeniem: "jeszcze tu wrócimy". Dziękujemy za pomoc i oby jak najwięcej takich powrotów.
20.02.2009
Powoli dobiega końca wizyta kowala Tomka w Tarze. To robienie kopyt przebiegło w miarę spokojnie, bez większych ekscesów. Kilka koni musiało wylądować w poskromie ale to tylko ze względu na ich dobro. Lepszy dobrze zbudowany poskrom niż uspokajanie farmakologiczne. tej edycji strugania kopyt, trzymaniem nóg koni czyli równie odpowiedzialna pracą (zależy od niej bezpieczeństwo kowala) zajęli się nasi wspaniali specjaliści Marcin, Łukasz i Ikar - i za to serdecznie im dziękujemy.
20.02.2009
Z całej Polski docierają do Tary sygnały o organizacji pomocy dla niedawno przybyłego konia Bolka. Pragniemy serdecznie podziękować w imieniu Bolka i całej Tary Szkole Podstawowej nr 2 z Koronowa za piękna inicjatywę i sprawną jej realizację. Zbiórkę zorganizowali uczniowie wspólnie ze swoimi nauczycielami. eszcze raz serdecznie dziękujemy.
24.02.2009
Razem dążymy do jednego celu innymi drogami,czynem działaniem dialogiem i krzykiem sprzeciwu. Zapraszamy na koncerty. Od 6 do 8 marca rozpoczyna się trzydniowa trasa koncertowa Włochatego poświęconej Schronisku dla koni TARA, Złotówka z każdego biletu zostanie przeznaczona dla Schroniska.
WŁOCHATY to zespół z przesłaniem. Powstał w drugiej połowie lat 80-tych XX wieku w Szczecinie. Przez ponad dwie dekady aktywnie uczestniczy w społecznej dyskusji na temat losów świata i człowieka. Dla członków zespołu muzyka to nie tylko dźwięki i słowa; to przede wszystkim inspirowanie, poszukiwanie, zadawanie pytań, sprzeciw wobec otaczającej rzeczywistości; to odskocznia od tego, co przytłacza, to akt twórczy, który daje poczucie wolności. Z manifestu grupy "Włochaty 2009" możemy przeczytać: „...nasza muzyka staje się dla nas krzykiem rozpaczy, lęku o przyszłość i teraźniejszość. Jest wołaniem o przyjaźń, odkrywaniem siebie i otwieraniem się na innych. Staje się i trwa." Włochaty ma na koncie 7 albumów, płytę live, kilka singli oraz książkę ‘Dopisać swój wers...’ wydaną w 2007 roku przez wydawnictwo Jiraffa Roja z Warszawy z okazji 20-lecia zespołu.
27.02.2009
Fundacja Tara – przyłącza się do akcji 8 godzin, cel jest wielki i wiele podpisów jeszcze do zebrania. Razem stanowimy siłę. Zapraszamy do wsparcia tej akcji. Tekst ze strony akcji 8godzin: Dziś zbyt często, zbyt wiele zwierząt jest przewożonych na europejskich autostradach w warunkach nie do zaakceptowania. Najważniejsza kwestia jest długość transportu. Obecne prawodawstwo UE zezwala nawet na kilkudniowy transport zwierząt. To musi się zmienić. Żywe zwierzęta, przeznaczone do uboju, nie powinny być przewożone więcej niż osiem godzin. Dlatego tez udziel wsparcia inicjatywie "8 godzin". Naszym celem jest zebranie 1,000,000 podpisów. Tego głosu europejscy politycy nie będą mogli zignorować.
28.02.2009
Zima w pełni, mróz na dworze a konie radosne dalej hasać w te pędy po kopnym śniegu. Rozbrykane, prychające, wzbijające białe tumany przy tarzaniu, staruszki i młode bez różnicy wieku - jak dzieci, bawiące się w piasku. A może dogonię płatek śniegu...
10.03.2009
13 marca w Łodzi odbędzie się kolejny koncert charytatywny na rzecz Tary, organizatorką tego przedsięwzięcia jest jedna z naszych wspaniałych wolontariuszek Alex i trzeba tu przyznać, że rozkręca się dziewczyna - jest to jej już trzeci koncert, który organizuje na rzecz tary. Odbędzie się on 13 marca w Łódzkim klubie Luka, przy ul. Zgierskiej 26a Zagrają: Spine (rock, alternatywa), Overhood (rock alternatywa), Gnash (grunge, alternatywa), Yelram (reggae, dub, ska), Wah Na Tah (reggae, alternatywa)
start: 19.30, wjazd: 10zł. Chcielibyśmy podziękować wszystkim grupom za charytatywne granie, ale przede wszystkim Alex za tak ogromne zdolności organizacyjne i... stały uśmiech.
10.03.2009
„Kiedy góral umiera
to góry z żalu sine
pochylają nad nim głowy
jak nad swoim synem.
Las w oddali szumi mu
odwieczną pieśń bukową
a on długo sposobi się
przed najdalszą drogą.”
Kiedy góral umiera (Lech Makowiecki & "Babsztyl")
Tekst i muzyka: Paweł Kasperczyk
I od nas odszedł nasz góral - odszedł Caton - jeden z naszych podopiecznych. Być może i jemu już gdzieś szumi smreczyna. Caton był bardzo wiekowym przyjacielem, zawsze spokojny , zawsze grzeczny, z bardzo chorymi kopytami . Przez większą część swego, jakże za krótkiego życia, pracował w lesie, przyszło jednak mu doczekać spokojnej i szczęśliwiej emerytury. Catonie w naszych sercach, w pamięci i wspomnieniach na zawsze pozostaniesz żywym koniem.
16.03.2009
Przyjechał do tary jeden człowiek, przedstawił jeden pomysł, jedna była odpowiedź i zrobiło się z tego ogromne przedsięwzięcie. Pragniemy wszystkich zaprosić na festyn połączony z koncertami, który odbędzie się w Bolesławcu dnia 21 marca.bPROGRAM KONCERTU CHARYTATYWNEGO i IMPREZ TOWARZYSZĄCYCH
BOLESŁAWIEC - 21 marca 2009
godz. 11.00 – wjazd na Plac Józefa Piłsudskiego 2 TIRów do gromadzenia darów na rzecz FUNDACJI TARA -schronisko dla koni
godz. 11.30 – początek zbiórki darów
godz. 12.00 – Wycieczki rowerowe po „mieście”
godz. 12.00 – pokaz tresury psów – STRAŻ GRANICZNA LUBAŃ
godz. 12.30 – inne działania na PLACU związane z imprezą – pokazy pierwszej pomocy przedmedycznej (PCK), udział Weterynarzy etc.
godz. 13.00 – początek koncertu charytatywnego – sala kina Forum – BOK
godz. 20.20 – ZAKOŃCZENIE IMPREZY
22 marca 2009 KONWÓJ wyruszy o godz. 8.30 do TARY
16.05.2009
Mam na imię Gwersjusz. Jestem młodym konikiem, mam zaledwie rok..Pamiętam dobrze moją kochaną mamę, pamiętam, jak uwielbiałem spędzać każdą chwilę pod Jej troskliwą opieką. Miałem piękny, przestronny boks, a mój właściciel był ze mnie bardzo dumny. Jak mówił! Mam "dobry papier" i będzie ze mnie piękny, przynoszący korzyści koń. Tak mijał dzień za dniem, a ja cieszyłem się życiem u boku mojej troskliwej mamusi. Niestety, pewnego dnia zdarzył się wypadek i niefortunnie upadłem w boksie. Nie mogłem się podnieść, nie miałem sil, a ból sparaliżował moje ciało. Mój właściciel bardzo się martwił, miałem przecież na niego zarabiać i być jego dumą! Przyjechał do mnie lekarz, zrobił zdjęcie i nie postawił konkretnej diagnozy. Nikt nie wiedział, co mi dolega, a ja czułem się coraz gorzej. Po trzech miesiącach "leczenia" mój właściciel postanowił pozbyć się mnie, młodego, końskiego dziecka. Już nie byłem jego dumą. Byłem niepotrzebnym balastem, kaleką.. Postanowił sprzedać mnie na rzeź, źrebięce mięso jest w cenie... Miałem już nigdy więcej nie zobaczyć mojej ukochanej mamy, miałem już nigdy więcej nie zobaczyć słońca, którym jeszcze nie zdążyłem się nacieszyć.. O całej sprawie dowiedział się stajenny kowal i powiedział o mnie młodym ludziom, kochającym zwierzęta... Handlarze mieli być w czwartek. W środę przyjechali po mnie moi wybawcy... Udało mi sie! Byłem tak przerażony rozłąką z mama, byłem tak slaby, że przewróciłem się wychodząc z boksu. Poobdzierałem sobie nóżki, brzuch... Krew się ze mnie lała, a moja końska mama tak bardzo się o mnie martwiła! Patrzyła na mnie taka bezbronna! Rżała, krzyczała, chciała mnie zabrać, nie wiedziala, co sie dzieje... W końcu udało się mnie postawić na nogi... Stałem w trailerze i jechałem do nowego domu. Wtedy ostatni raz widziałem moją MAMĘ.. Po drodze do nowego domu przewróciłem sie w trailerze... Byłem taki przerażony, obolały i słaby! Na miejscu młodzi i zdeterminowani ludzie dosłownie wnieśli mnie do mojego nowego boksu... Mimo rozłąki z moją ukochaną Mamą czułem, że tu nie grozi mi nic złego. Ci nowi opiekunowie bardzo się o mnie troszczyli, głaskali, całowali i mówili, że wszystko będzie dobrze. Uwierzyłem im i obiecałem sobie, że się nie poddam! Będę starał się wyzdrowieć!! Wszyscy się bardzo o mnie troszczyli i bardzo dbali o mnie, a ja pokochałem pieszczoty i przebywanie wśród ludzi. Czułem, że jestem KOIMŚ WAŻNYM dla Nich... Niestety. Przyszły gorsze dni. Nie mogłem utrzymać rownowagi, coraz częściej się przewracałem, miałem coraz większe kłopoty z podnoszeniem się. Przyjeżdżał do mnie lekarz, dawał mi leki, robił prześwietlenia, ale domyślałem się, że niestety nadal nie jest do końca pewne, co mi dolega . Dowiedziałem się, że mam trafić do wspaniałego miejsca, to Tary. Miejsca, gdzie schronienie znajdują takie kalekie konie jak ja, gdzie dawana jest im bezwarunkowa miłość, opieka i troska... Niestety mój stan sie pogarszał, coraz więcej leżalem, coraz wiecej miałem otarć, ran, ktore powstawaly w wyniku upadkow. Niejednokrotnie z pomocą moich nowych przyjaciół udawało mi sie wstać, często dzięki lekom, które dawał mi mój lekarz... Usłyszałem, że transport do Wrocławia z Poznania jest zbyt ryzykowny i że najpierw będę musiał pojechać do kliniki, gdzie zajmą się mną i spróbują mnie zdiagnozować i przy wielkim szczęściu podleczyć... Sama diagnoza jest bardzo ryzykowna, jak powiedział lekarz mam 50% na przeżycie samego badania, które pomoże mnie zdiagnozować. Dziś, moi przyjaciele walczą o moje życie. Ja, jak zaprzysiągłem sobie również walczę! Ja chce żyć! Nawet, mimo urazów i otarć, mimo braku sił fizycznych nie poddaję się! Widzę, jak na mnie patrzą, jak cierpią Ci, którzy mnie kochają, kiedy stoją nade mną, leżącym i bezsilnym... Widzę, że pęka im serce... Dlatego z całych sił wałcze, próbuje się podnosić, patrzę na Nich z nadzieją, siła i wiara w to, że razem nam się uda! Ja chce ŻYĆ, ja chce BYĆ... Mimo tego całego cierpienia spotkało mnie już w moim krótkim życiu tyle dobrego! Nie chcę tego zaprzepaścić... Zrobię wszystko, co w mojej mocy, aby przetrwać i już do końca moich dni cieszyć się każdym dniem spędzonym w wymarzonej Tarze... Kochani ludzie. Ja, Gwersjusz- koń, który NIGDY się nie poddaje, proszę Was - pomóżcie moim przyjaciołom uzbierać pieniądze na moje leczenie. Wiem, że proszę o wiele, ale przecież życie jest bezcenne... Obiecuje, że będę walczył do końca, obiecuję... A jeśli się nie uda, jeśli odejdę, będę Wam wdzięczny i będę patrzył z miłością na Was z góry, biegając po wiecznie zielonych pastwiskach...Gwersjusz
A teraz kilka słów od nas, tymczasowych opiekunów Gwersjusza. Kochani, konik docelowo ma trafić do wspanialej Tary... Najpierw jednak musi trafić do kliniki we Wrocławiu pod opiekę doktora Kmiecika. To wszystko będzie kosztowało, samo postawienie diagnozy, która jest niestety niebezpieczna dla konika, ale jest jedynym dla Niego ratunkiem to koszt około 1500 złotych. Kochani, prosimy Was o pomoc! Każda pomoc jest teraz bezcenna. My chcemy zorganizować niebawem zbiórkę pieniędzy na leczenie konika tu u nas, w Poznaniu... Może ktoś z Was zechciałby pomoc Tarze i Gwersjuszowi organizując zbiórkę u siebie w mieście, w szkole - na pewno uda nam sie razem coś zdziałać! Konika można poznać osobiście, znajduje się obecnie w stajni pod Poznaniem, przebywa w tym samym miejscu, co Jesion Kochani, prosimy, pomóżcie, wrzucajcie informacje o Gwersjuszu do swoich galerii, pomyślcie o zbiórce pieniędzy na Niego.... Liczy się każdy grosz!
26.05.2009
Pragniemy serdecznie zaprosić wszystkich z okolic Łodzi na koncert, który odbędzie się 29 maja. Zagrają: Rokabanda , Shell Shock, Gnash. Dochód z koncertu zostanie przeznaczony na leczenie Gwersjusza. Dziękujemy w jego [i naszym] imieniu Alex za tak ogromne zdolności organizacyjne i jej niezłomność w walce o lepsze traktowanie zwierząt przez ludzi.
27.05.2009
Przez długi, a może i krótki, czas działalności Tary spotykaliśmy na swojej drodze wielu ludzi. Na jednych wywarliśmy dobre wrażenie - na innych złe, (za co oczywiście przepraszamy) jednak maile tego typu, jaki dostaliśmy od Ani z Płocka, z którą nie mieliśmy kontaktu kilka lat zawsze podnosi na duchu i sprawia, że w okolicach klatki piersiowej robi się ciepło. Cytujemy go dlatego by przypomnieć wszystkim, że pamiętamy wszystkich wolontariuszy i osoby, które pomagały - tych z pierwszej wrocławskiej Tary też. Może kiedyś, gdy znajdzie się więcej wolnego czasu, opublikujemy archiwalne już dziś zdjęcia z tej pierwszej podwrocławskiej Tary.Witajcie Kochani! Że tak powiem „kupe lat minęło!!”, ale śledzę co się u Was dzieje - a „się dzieje”. Tak mnie „naszło” dziś, że w sumie zmieniliście moje życie!!! Pomimo, że to już wiele lat minęło i w sumie ostatnio nie bywam w Tarze ale myślę o Was bardzo ciepło! Zrobiliście ze mnie innego człowieka! Przyjechałam do Was jako dzieciak zakochany w koniach ale nie mający wiele z nimi do czynienia. Przeszłam szybkie szkolenie i po tej dawce siły, energii i zaparcia jakie widziałam w Tarze, nie doświadczyłabym nigdy - w żadnym innym miejscu. Teraz kiedy pracuję na wyjeździe głoszę nowinę o Was i nawet tu w Norwegii wszyscy z zapartym tchem słuchają o Waszych wyczynach, co więcej, planują Was odwiedzić przy najbliższej wizycie w Polsce:).Ale nie o tym chciałam napisać. Piotrze, pamiętasz jak pokazywałam Ci zdjęcie parudniowego oseska stojącego w stajni z tektury zimą w gnoju po pas? To było dawno. Pamiętacie, bo mówiłam, że odkupiłam od tego chłopa to nieszczęście, 4-miesięczne źrebię (dlatego tak szybko, bo groził że jak go nie zabiorę, to sprzeda na mięso - nie będzie trzymał darmozjada – wiadomo, z ogiera pieniędzy nie zrobi, bo źrebaka nie urodzi.)Otóż to 4 miesięczne krzywe źrebiątko ma już trochę ponad 5 lat:)i wygląda już trochę inaczej (zdjęcia w załączniku). To wszystko dzięki Wam, kochani. Gdyby nie moja wizyta w Tarze, gdyby nie to co tam zastałam, ludzi, których historie poznałam nigdy nie miałabym siwego i może życie boby zupełnie inne - bo teraz wiem po co żyję i mam jakieś wartości, które będę głosić dalej:). Najpierw wielkim wyczynem była wizyta u Was, później Vist. A teraz kupujemy ziemię dla Vista, żeby miał wszystko i żeby zielonej trawy pod nosem nigdy mu nie zabrakło:) Dziękuję Wam że odmieniliście moje życie:). Trzymam kciuki za Was wszystkich - oby rąk do pracy nie zabrakło - a i ja obiecuję odwiedzić Was i dobić paręnascie gwoździ:). Gorące buziaki z lodowatej i deszczowej Norwegii
Anka - ta z Płocka od dogów może pamiętacie:* P.S. - jakbyście mieli wątpliwości na zdjęciach jest ten sam koń:)
27.06.2009
Gdy była około dwuletnią klaczą zawieziono ją przed bramę rawickiej rzeźni dla koni. W tym dniu skupowano konie od prywatnych właścicieli. Kolejka była długa. Co chwilę metalowa brama się otwierała właściciele wwozili konie,przeprowadzali na wagę, inkasowali pieniądze, wyjeżdżali. Znów brama się otwierała,wwożono kolejne konie, Jaśmin była już niedaleko tej bramy. W takim dniu pod brama rzeźni bywają również tacy ludzie, którzy chcą po cenie skupu kupić konia dla siebie. Jaśmin spodobała się pewnemu człowiekowi, który potrzebował klaczy do pracy w lesie, przy zrywce drzewa. Pojechała w okolice Zgorzelca, mijały lata Jaśmin ciężko pracowała, rodziła źrebaki, kręgosłup zrobił się wygięty, ścięgna pozrywane, ucho od ciągłego wykręcania przez człowieka, zniekształciło się. Zrobiła się stara i schorowana. Jej właściciel podjął decyzję – rzeźnia w Rawiczu. Klacz miała wrócić pod tą sama bramę, pod która już stała. Tym razem dla niej nie byłoby już możliwości odwrotu. O losie tej klaczy dowiedziała się Pani, która nigdy obojętnie nie przechodzi obok skrzywdzonych zwierząt. Kolejne końskie istnienie dostało drugą szansę. Po przyjeździe do tary klacz o kolorze kwiatów jaśminu rozjaśniła stado gniadych koni Tary. Pierwszą czynnością, jaką wykonaliśmy było jej rozkucie, nie było łatwo, choć była pod wpływem silnych leków uspokajających walczyła jak lwica, potem odrobaczenie kilka dni postoju na kwarantannie i Jaśmin została dołączona do stada staruszków, początkowo nie wykazywały one nią zainteresowania, jednak po pewnym czasie zauroczyła Aniona i Tajfuna, które do tej chwili nie odstępują jej na krok.
29.06.2009
7 i 28 maja trwała akcja przewożenia koni do Nieszkowic, to początek tegorocznego wypasu na łąkach użyczonych nam przez Pro Naturę. Sama akcja wyglądała dosyć prosto – dwa dwukonne trailery, dwóch kierowców i dwa dni ciągłego wożenia w tą i z powrotem. Było to dosyć męczące przedsięwzięcie [zwłaszcza dla kierowców], ale daliśmy radę. W sumie to konie nie sprawiały większych trudności w trakcie ładowania, a te, które próbowały wejść do przyczepy na dwóch nogach zostały na miejscu w Piskorzynie. Po wyjściu z przyczep konie ochoczo rzuciły się do pałaszowania sięgającej do pasa gęstej trawy. Specjalne podziękowania należą się kierowcom Panu Rafałowi i Panu Alanowi za wykazanie ogromnej cierpliwości i wytrwałości. A konie? No cóż - kolejne kilka hektarów do wykoszenia.
05.08.2009
Trochę się już ogarnęliśmy po tornadzie - zniszczenia jednak są ogromne. Co pocieszające, żadne ze zwierząt nie ucierpiało. Przekazujemy dopiero teraz informację o Gwersjuszu - musiały opaść emocje. Przez tydzień nie było prądu i musimy wreszcie wrócić do codziennego życia (w ciągłym pędzie).
Jednak żyjemy dalej "ciągnąc" Tarę wierząc, że cel, który obraliśmy jest tym, który był nam przypisany.
Piotr
Gwersjusz.Był małym, delikatnym, ufnym stworzeniem. Bardzo chorym i dlatego skazanym na śmierć. Dowiedziała się o koniku młoda kobieta, pojechała do niego, zaczęła mówić do malucha, a on zarżał cichutko. Patrzył jej w oczy i pozwalał się całować po miękkich chrapach i delikatnej grzywie. Malutki - jestem Iwona i zrobię wszystko, aby tobie pomóc. Zrobiła wszystko, co ludzkiej mocy by dać ratunek zwierzęciu, które sama nie wie, czemu tak mocno pokochała. Co ważne - nie była sama. Maż, przyjaciele, znajomi i nieznajomi, ogromna rzesza ludzi pomagała przekazując pieniądze na leczenie, dyżurowali przy chorym dając opiekę wypełnioną sercem?
Przyszedł czas by źrebaka zawieść do szpitala przeznaczonego specjalnie dla koni, dużą grupa jechali razem z nim wierząc, że da się go wyleczyć. Nie udało się - zmarł. Piszemy krótko i lakonicznie, wszak wiemy, że informacja o śmierci Gwersjusza już się obiegła osoby Nim zainteresowane. Smutni, zapłakani zabrali konika i zawieźli z Buku pod Poznaniem do Wrocławskiego Uniwersytetu Przyrodniczego w celu wykonania sekcji. Dlaczego?
- Od samego początku prosili o wykonanie podstawowych badań krwi moczu i kału - spełzło na prośbach?
- Gdy mieli go u siebie codziennie konia poodnosili a nawet wyprowadzali na spacery, w lecznicy leżał przez dwa tygodnie, słyszeli, że tak ma być, bo koń nabiera sił.
- Na zmianę jeździli do Buku pełniąc dyżury przy koniu, tylko dwa razy przez moment widzieli lekarza przy chorym.
Zawieźli ciało Gwersjusza do Wrocławia by wykonać obiektywną sekcję, by stwierdzić, jaka była przyczyna zgonu, a czytając wyniki sekcji mieli uspokoić swoje sumienia wiedząc ze zrobili wszystko, co tylko można, lecz medycyna była bezsilna wobec choroby. Stało się inaczej. Lekarz weterynarii uczestniczący przy sekcji stwierdził przy krótkiej rozmowie przez telefon, że stan zarobaczenia był tak duży, że na sam ich widok robiło się niedobrze.
Epitafium
Nasze emocje związane z śmiercią Gwersjusza opadły, pozostał żal i złość na to, że nie trzeba było prosić, lecz żądać (wszak wszystko płaciliśmy), rozmawiając z innymi weterynarzami utwierdziliśmy się w przekonaniu, że Gwersjusz mógłby żyć. Ufamy tym, którzy składają przysięgę Hipokratesa, wierzymy, że płacąc za leczenie otrzymamy najlepszą opiekę dla ukochanej przez nas istoty. Kurczowo czepiamy się każdej iskierki nadziei. Doktorze Dolittle – gdzie jesteś?
06.08.2009
Niecałe dwa tygodnie temu nad Tarą przeszło małe tornado - siła wiatru była taka, że konary grubości uda dorosłego mężczyzny przelatywały poziomo nad naszymi głowami. Trwało to tylko piętnaście minut ale wiatr zdążył pokazać jak słabi są ludzie i ich budowle wobec żywiołu. Zniszczenia są ogromne - połamane drzewa, zniszczone kojce dla zwierząt , połamane ogrodzenia , pozrywane dachy. Dach nad stodołą totalnie zniszczony - praktycznie nie mamy gdzie magazynować siana i słomy na zimę. Tara "szła naprzód", w chwili obecnej w wyniku zniszczeń znów cofnęliśmy się z pracą przynajmniej o miesiąc. Potrzebujemy pomocy by móc zdążyć z przygotowaniami do zimy, potrzebujemy rąk do pracy, pieniędzy, materiałów budowlanych. Część jest już uprzątnięta, pozostało jeszcze wiele, wiele pracy. Prosimy o pomoc.
20.08.2009
Nieocenionej pomocy przy usuwaniu szkód wywołanych przez wichurę udzielili nam strażacy z Ochotniczej Straży Pożarnej w Nieszawie. Ich pracę można określić dwoma słowami: „pełny profesjonalizm”. Po ich przyjeździe zaczęliśmy od pogadanki i obchodu w celu pokazania „frontów pracy”. A potem... „do roboty”. Huk pił, trzask drzewa, wzajemne nawoływania - te odgłosy towarzyszyły ciężkiej, dwudniowej pracy pilarzy. Wieczorem przy ognisku zrobiło się tak przyjemnie domowo, w powietrzu była wyczuwalna wielka dawka radości i zmęczenia. Został wykonany „kawał porządnej roboty”. W pierwszej kolejności podziękowania należą się Panu Tomaszowi Łęckiemu - Burmistrzowi Miasta i Gminy Murowana Goślina. Pomagali nam strażacy: Waldemar Przybył, Marcin Walkowiak, Łukasz Czujek, Piotr Jarzyński, Krystian Bartosiewicz, Dawid Jarzyński, Mariusz Bławat, Miłosz Domagalski, Filip Przybył i Adam Konrad reprezentujący OSP Nieszawa oraz Obronę Cywilną w Murowanej Goślinie. Dziękujemy im z całego serca za pomoc, za pracę w pocie czoła - dzięki Wam drodzy strażacy i Panu Panie Burmistrzu będziemy mogli szybciej zakończyć usuwanie szkód i powrócić do budowy stajni.
26.08.2009
W roku 1977 uchwalono i przedłożono UNESCO Światową Deklarację Praw Zwierząt. W myśl tej deklaracji: "każde zwierzę ma pewne prawa. Wszystkie zwierzęta rodzą się równe wobec życia i mają te same prawa do egzystencji". We wtorek, 18 sierpnia 2009, funkcjonariusze policji w Łęczycy (woj łódzkie) odbyli interwencję na terenie stadniny w Prądzewie. Sytuacja, jaką zastali na miejscu nie ulegała wątpliwości- trzymane zwierzęta nie mają zapewnionych odpowiednich warunków bytowych. 55 koni czystej krwi arabskiej. Wychudzone, z ropiejącymi ranami i wrastającymi w skórę kantarami stało w pół metrowej warstwie własnych odchodów. Zarówno stan fizyczny jak i psychiczny tych zwierząt był bardzo zły. Zwierzęta były przestraszone, bały się człowieka. Pogotowie i Straż dla Zwierząt zwróciło się o pomoc do policji. Podczas interwencji, w asyście funkcjonariuszy policji zostało odebrane 10 koni i poddane natychmiastowemu leczeniu, pozostałe zwierzęta czekają na odbiór przez władze gminy. Po co człowiek majętny i wykształcony zabrał się za „hodowlę koni rasowych” nie dając im opieki, a wręcz zadając im wielomiesięczne cierpienia. Gdybyśmy mieli do czynienia z tzw. „wiejskim głupkiem” pytania te byłyby retoryczne. Wierzymy, że sprawiedliwość dosięgnie tego człowieka i ukarze go w najwyższym wymiarze. Piszemy o cierpiących koniach p. Kubasiewicza w celu większego nagłośnienia sprawy jako przykładu zbyt późnej reakcji ludzi mających kontakt z tymi końmi. Prosimy Was, drodzy Państwo o jedno: nie czekajcie zbyt długo z informowaniem o przypadkach znęcania się nad zwierzętami. Proście o pomoc:
· policję
· straż miejską
· inspekcję weterynaryjną
· lokalne organy ochrony zwierząt, lub każdą inną organizację, której statutowym celem jest ochrona zwierząt.
"W Polsce ochrona prawna zwierząt uregulowana jest przepisami ustawy o ochronie zwierząt z dn. 21 sierpnia 1997. (…) Przepisy ustawy w sposób kategoryczny i jednoznaczny zabraniają znęcania się nad zwierzętami w sposób polegający na zadawaniu albo świadomym dopuszczaniu do zadawania zwierzęciu bólu lub cierpień. (…) Zabronione jest bicie zwierząt przedmiotami twardymi i ostrymi lub zaopatrzonymi w urządzenia obliczone na sprawianie specjalnego bólu, bicie po głowie, dolnej części brzucha, dolnych częściach kończyn. Zakazane jest używanie uprzęży, pęt, stelaży, więzów, lub innych urządzeń zmuszających zwierzę do przebywania w nienaturalnej pozycji, powodujących zbędny ból, uszkodzenia ciała albo śmierć, a także utrzymywanie zwierząt w niewłaściwych warunkach bytowania, w tym utrzymywanie ich w stanie rażącego niechlujstwa oraz w pomieszczeniach uniemożliwiających im zachowanie naturalnej pozycji. (…) Zgodnie z ustawą, każdy, kto utrzymuje zwierzęta gospodarskie jest zobowiązany do zapewnienia im opieki i właściwych warunków bytowania. Warunki chowu lub hodowli tych zwierząt nie mogą powodować urazów i uszkodzeń ciała lub innych cierpień. (…) Naruszanie przepisów o ochronie zwierząt zagrożone jest sankcjami karnymi. Za znęcanie się nad zwierzętami w sposób opisany w ustawie grozi kara grzywny, kara ograniczenia wolności lub pozbawienia wolności do roku. W przypadku, gdy sprawca działa ze szczególnym okrucieństwem, może zostać wobec niego orzeczona kara pozbawienia wolności do lat dwóch. Ponadto sąd może orzec nawiązkę (dodatkową karę pieniężną) w wysokości do 2500 zł na cel związany z ochroną zwierząt. W ocenie wielu osób, przewidziane w ustawie kary są niewspółmiernie niskie do rodzaju przestępstw dokonywanych na zwierzętach. (…) W deklaracji praw zwierząt zapisano: 'Poszanowanie zwierząt przez człowieka wiąże się z poszanowaniem ludzi między sobą'. Zwierzęta mają prawo liczyć na naszą pomoc, w tym także w zakresie karania tych osób, które w okrutny sposób znęcają się nad nimi. Warto podkreślić, iż skuteczność w egzekwowaniu prawa zależy nie tylko od sprawnego działania policji czy prokuratury, ale także od właściwej postawy każdego człowieka." (1)
Symbolika historyczna ukazuje konie jako nieodłączny atrybut królów, wodzów, bohaterów. W dawnych czasach „prostak” nie miał prawa zajmować się tymi mądrymi, wrażliwymi zwierzętami.
01.09.2009
Poszukujemy pracownika - sumiennego, bez nałogów. Mile widziane doświadczenie w pracy z końmi. Zapewniamy zakwaterowanie - warunki płacowe i reszta szczegółów do uzgodnienia telefonicznie: (071) 3899879 lub 0785511630
05.09.2009
Lato dla Tary to czas remontów, a dla koni czas wypasu na łąkach. Często nie aktualizujemy wiadomości właśnie w związku z ogromną ilością pracy. I tak było też w tym przypadku - napisaliśmy o tym, że konie pojechały do Nieszkowic ale nie wystarczyło już czasu na opisanie przeprowadzki na łąki Pro Natury gdzie pasły się ostatnie półtora miesiąca. Opiszemy to może po czasie, ale opiszemy, jednak w chwili obecnej zwracamy się do wszystkich, którzy mają ochotę przyjechać i pomóc w przeprowadzaniu koni z powrotem do Nieszkowic na okres około 2 tygodni w celu wypasienia ogrodzonych tam pastwisk. Przeprowadzanie zaplanowane jest na 11,12,13 września w zależności od ilości osób pomagających - być może rozpoczniemy już w piątek. Nie jest to łatwa operacja - polega na złapaniu koni na pastwisku i przeprowadzeniu ich przez drogę o długości 3 km do Nieszkowic, potem wypuszczenie ich na padok i droga z powrotem. Przy pierwszych 3 marszach jest przyjemnie, potem dochodzi zmęczenie, konie nie zawsze są spokojne, czasem dokucza upał i owady. Jednak konie muszą powrócić. Zwracamy się do wszystkich, którzy chcą pomóc, bez was drodzy przyjaciele nie przeprowadzimy osiemdziesięciu koni do Nieszkowic, skąd za dwa tygodnie będą przywiezione do Piskorzyny i dołączą do czekających na nie 24 koni (tych, które nie mogły pojechać na wypas). Od wielu lat wspomagacie nas swoimi rękami i pełnymi zapału sercami - jesteśmy za to ogromnie wdzięczni, bo tylko to możemy w zamian oferować. To i radość koni z zielonej trawy, a i nie można zapomnieć o poczuciu dobrze wykonanego pracy po zakończeniu całej akcji. Jeszcze raz zwracamy się do Was wszystkich: BEZ WASZYCH RĄK, BEZ WASZYCH NÓG, BEZ WAS SAMYCH NIE PRZEPROWADZIMY KONI – PRZYJEŻDŻAJCIE!!! Możecie się obawiać, że brak wiedzy w obchodzeniu się z końmi może stanowić przeszkodę - pragniemy was uspokoić - niejednokrotnie osoby przeprowadzające nie miały wcześniej do czynienia z końmi i dawały radę, należy tylko uwierzyć w siebie robić to, co robią inni. Na zdjęciach przedstawiamy jak wygląda przeprowadzanie są to zdjęcia z wędrówki na wypas. Kolejna ogromna prośba dotyczy pomocy w schronisku przy budowie boksów i ogrodzeń. Na początku wakacji jasno wytyczyliśmy sobie cele, co ma powstać w tym roku w Tarze. Jednak jak wspominaliśmy wcześniej niedawna wichura cofnęła realizację i remonty o co najmniej 3 tygodnie. Czas ucieka jesień zbliża się potężnymi krokami a nam zostało jeszcze tyle pracy do wykonania. Razem będzie łatwiej i szybciej - prosimy
pomóżcie.
19.09.2009
Cały czas w Tarze pobrzmiewają echa wichury, z powodu której do tej pory mamy jeszcze „jeden wielki bałagan”. Przeprowadzanie porządków trwa już trochę wolniej, niemniej jednak w czasie, gdy była pełna mobilizacja pomogło wiele osób między innymi ekipa z katowickiej Fabryki Przygód - byli to Joanna Kisiel, Kotlet, Piotrek, Jacek i Łukasz - wpadli do Tary z piłami, szpadlami, i dwoma land roverami oprócz zapału widać było pełne porozumienie i współpracę, nie tylko pomiędzy sobą ale i z innymi grupami, dało znać o sobie off-roadowe doświadczenie. A jak to powiedziała jedna z naszych wolontariuszek „nad resztą zapanował już władczy ton Asi”. Pragniemy wam z całego serca podziękować drodzy „pasterze bezdroży” za ten piękny zryw i zgraną akcję
21.09.2009
Tak jak zapraszaliśmy wszystkich chętnych do pomocy przy przeprowadzce koni z pastwisk do Nieszkowic tak teraz zapraszamy do pomocy przy przewożeniu koni z Nieszkowic do Piskorzyny..Zakładamy, że cała akcja potrwa 2-3 dni i będzie przebiegała spokojnie. Wynajęliśmy już dwóch przewoźników - padok przygotowany. Całość rozpoczynamy w czwartek 24 września. Zapraszamy !!!
29.09.2009
W środę lub w czwartek 24 z Wieńkowa koło Szczecina, zostały wywiezione trzy konie: dwa wałachy Brego i Rewir oraz klacz Baśka będące pod opieka p. Henryka R. Pan Henryk tłumaczy sprawę w ten sposób, cyt.: „przyjechało 5 osób z jakiejś znanej fundacji z Krakowa lub okolic (nazwy Fundacji nie zna) spakowali konie, nie zostawili żadnego pisma potwierdzającego odebranie zwierząt i pojechali”. Konie są własnością niedawno zarejestrowane Fundacji „Pro Equo” prowadzonej przez panią Patrycję Aleksandrę Koćmiel. Do chwili obecnej los zwierząt jest nieznany. Istnieje obawa, że zwierzęta zostały sprzedane na rzeź (Pani Koćmiel nie płaciła za opiekę od kilku miesięcy). Kradzież koni została zgłoszona na Policję w Policach. Ponieważ Tara znajduje się 20 km od Rawicza gdzie istnieje rzeźnia dla koni postanowiliśmy pomóc i sprawdzić to miejsce. Scarlett wraz z Paulina (naszą wolontariuszką) pojechały z wydrukowanymi zdjęciami zaginionych koni pobranymi ze strony http://www.qnwortal.com/forum,temat,10954&postd ays=0&postorder=asc&start=0 na posterunek policji w Rawiczu, gdzie opisały sytuację dodając podejrzenie, że być może konie te znajdują się w rzeźni w Rawiczu lub tez za chwile mogą się tam pojawić, zgłoszenie zostało przyjęte przez dwóch policjantów mł. asp. Dariusza Tomczaka i mł. asp. Patryka Horodko. Natychmiast razem pojechali do rzeźni. Na jej terenie zostały przeprowadzone rozmowy z włoskim dyrektorem a zarazem właścicielem ubojni dla koni. Pan dyrektor został poinformowany, ze trzy konie widoczne na zdjęciach (zdjęcia pozostawiliśmy w rzeźni) pochodzą z kradzieży, i jeżeli tam trafią, właściciel rzeźni ma natychmiast poinformować posterunek policji w Rawiczu. Policjanci również posiadają zdjęcia zaginionych koni. Przez wiele lat Tara interweniuje, często mamy kontakt z policją na terenie całego kraju, w tym przypadku ci dwaj policjanci zachowywali się tak jak byśmy wszyscy tego pragnęli, natychmiast podjęli działanie obiecali, że przyjrzą się wjeżdżającym do rzeźni transportom. Dwaj silni, mocni mężczyźni czekali na dziedzińcu ubojni na Scarlett i Paulinę, które poszły do koni czekających na śmierć by szukać Baśkę, Brego i Rewira. Policjanci powiedzieli, iż nie chcą tam iść, bo za bardzo kochają konie. Tych trzech koni niestety tam nie było. Szukajcie wszyscy, pytajcie o nie. Nasza sugestia – czy Pan Henryk na pewno nie wie kto wywiózł konie z jego podwórka?
30.09.2009
Pomoc to rzecz, która może dać ogromną satysfakcję, a jeżeli przyjdzie przy takiej pomocy wybawić się przednio to i „dobra nasza”. Zapraszamy wszystkich na „kawał dobrej muzy i wielki pozytyw”. Zapraszamy na ogniowe fajerwerki i wegetariańsko - wegańskie jedzenie, zapraszamy na koncert do Warszawy, który odbędzie się 2 października na terenie Służewskiego Domu Kultury. Przyjeżdżajcie, bawcie się, pomagajcie i nie zapomnijcie wziąć ze sobą dodatkowych pieniędzy na smycze, przypinki, kalendarze i breloczki. Wielkie podziękowania należą się wszystkim organizatorom zespołom i ludziom zaangażowanym w pomoc przy koncercie.
Dokładniejsze podziękowania zamieścimy ze zdjęciami po koncercie.
07.10.2009
Konar i Mona – dziadkowie. Dwa istnienia końskie, które dostały kolejną szansę - dwoje nowych podopiecznych Tary. Całe życie przepracowały w lesie - ciężka to i katorżnicza praca, wiele lat upadków i potknięć, wiele lat bolących stawów i kości zanim trafiły na zasłużoną emeryturę. Konar jest spokojny, można przy nim zrobić wszystko. Mona ma swój diabelski charakterek, potrafi usiłować człowieka ugryźć - jednak w końcu kapituluje i daje poprowadzić się za kantar. Konie te są ostatnimi końmi z miejscowości w której większość pracowała przy zrywce drzewa - jak długo będą w Tarze czas pokaże, jednak dziś już cieszą się mile rozgrzewającym jesiennym słońcem, ciszą i spokojem.
15.10.2009
"Schronienie przed światem, ucieczka przed śmiercią. Tara miejsce na ziemi" Kalendarz pełen nostalgii, spokoju nocy oraz świtu na łące. Jedyny w swoim rodzaju, zawierający unikatowe zdjęcia tarowych koni. Po 14 latach działalności wydaliśmy nasz pierwszy kalendarz - Konie TARY - 2010. Zdjęcia wykonał Pan Piotr Kamiński - znany wrocławski plastyk, projektant, fotografik. Kalendarz Konie Tary 2010 jest cegiełką, taką malutką - w murze naszej walki o życie koni...Nadchodzi zima - bardzo ciężki czas dla nas i naszych koni. Bardzo wcześnie robi się ciemno, jest zimno i konie większość czasu spędzają w stajniach. W tym okresie wiele czasu i energii zabiera pojenie koni - wodę na razie doprowadzamy wężami, które trzeba za każdym razem na noc chować - w przeciwnym razie zamarzną, popękają i bardzo długo trwa ich ogrzewanie (np. przy piecu). Lanie wody koniom dziennie zajmuje ok. 6 godzin - wiele godzin stania i marznięcia. Nie raz się zdarza, ze zamoczy się ręce w lodowatej wodzie, np. aby usunąć lód z kasty czy wanny - potem ciężko ogrzać palce na mrozie. Chcemy to zmienić! Chcemy zamontować automatyczne poidła w boksach. Chcemy skrócić sobie czas pojenia koni, a przede wszystkim chcemy, aby nasze konie miały ciągły dostęp do wody. Prosimy, pomóżcie nam w realizacji tego celu...Wierzymy, że będziecie Państwo ja zawsze kupować te cegiełki, by pomóc "budować" Tarę.
30.10.2009
Serdecznie zapraszamy wszystkich chętnych łodzian i mieszkańców okolic Łodzi na koncert charytatywny, który odbędzie się 4 listopada w klubie Luka na ulicy Zgierskiej 26 o godzinie 19.00. Zagrają: Pali się, Overhood, Statyści, Violence Dial. Organizacją koncertu zajęli się Wolontariusze Tary Gosia, Michał i Ania. Impreza został objęta Patronatem przez Prezydenta Jerzego Kropiwnickiego, left grupa, radio Żak, kino galerię Charlie. W trakcie trwania koncertu zostanie przeprowadzona loteria fantowa, dostępne będzie również stoisko z pamiątkami fundacyjnymi. Dochód z koncertu, pozostanie przeznaczony na spłatę budowy nowej stajni. Jeszcze raz serdecznie zapraszamy.